O tym, co nauczyło go samodyscypliny. Co trenuje z doktor Ewą Moroch. I kiedy planuje sięgnąć po mistrzostwo Polski. Z Piotrem Celebanem, piłkarzem i kapitanem Śląska Wrocław, rozmawia Marcin Obłoza.

 W ciągu czterech ostatnich sezonów nie zagrał tylko w jednym meczu swojej drużyny. Na razie jego licznik zatrzymał się na liczbie 86 meczów w lidze od pierwszej do ostatniej minuty. Kapitan Śląska, Piotr Celeban, jest bezkompromisowy także w kwestii oceny poprzedniego sezonu w wykonaniu drużyny.

Nowy dyrektor sportowy, Dariusz Sztylka, postawił w letnim okienku transferowym na młodych: Jakuba Łabojkę, Dariusza Gąskę czy Daniela Szczepana. Piłkarze z niższych lig będą doraźnym wzmocnieniem drużyny czy inwestycją na kolejne sezony?

Czas pokaże. Na pewno słowa wielkiego uznania dla Dariusza Sztylki, teraz dyrektora sportowego, a dawniej kolegi z drużyny, który załatwił te transfery przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego do sezonu. Sam widziałem, jak po ostatnim meczu na gali w Warszawie ciągle odbierał telefony i dogrywał te transfery. Dzięki temu mamy dużo czasu na lepsze poznanie się i zgranie z nowymi piłkarzami na boisku. Młodzi mają jakość, ale wszystko zweryfikuje dopiero liga. Nie ma sensu, by pompować balonik. Pokazał nam to poprzedni sezon.

Młodzi piłkarze potrzebują wzorca do naśladowania. Czy będzie Pan pomagał im jako kapitan w aklimatyzacji w drużynie?

Jak najbardziej, służę im pomocą. Chcemy, by młodzi czuli się swobodnie. Tutaj zawsze była atmosfera, sam uczył mnie tego Dariusz Sztylka, gdy po pierwszy raz przyszedłem do Śląska w 2006 roku. Klub ma być drugim domem.

Śląsk przedstawił plany przebudowy stadionu na Oporowskiej i budowy krytych boisk dla drużyn młodzieżowych. Czy zmienia się filozofia klubu i Śląsk chce postawić na szkolenie młodzieży?

Taka akademia powinna powstać już dawno. Podwaliny pod nią stworzył trener Tadeusz Pawłowski. W tym sezonie dwa roczniki dostały się do półfinałów Centralnej Ligi Juniorów i grają tam wyróżniający się zawodnicy. Potrzebujemy czasu, bo niektórzy z nich już na początku poważnej kariery mogą spalić się mentalnie. Tak duże miasto, jak Wrocław, musi stworzyć taką akademię, by młodzież z całego Dolnego Śląska chciała szkolić się właśnie u nas. Przykładem może być akademia Dinama Zagrzeb, która co sezon eksportuje swoich wychowanków do najlepszych europejskich lig.

Jak opisałby Pan ostatnie trzy sezony w wykonaniu Śląska? Po przygodach z europejskimi pucharami mało brakowało, by zespół spadł z ekstraklasy.

W trakcie tych trzech lat było dużo zmian w sztabie szkoleniowym i w kadrze. Tym bardziej cieszy więc fakt, że po ostatnim sezonie odeszło tylko kilku zawodników, którym kończyły się kontrakty. Te trzy sezony to była walka o utrzymanie. Nauczyły mnie pokory i sprowadziły na ziemię. Przyznam, że w poprzednim sezonie mieliśmy problemy kondycyjne – pokazały to zarówno mecze, jak i wyniki badań. Cały zespół walczył z kontuzjami. W trakcie jednego sezonu aż czterech zawodników miało problem z kolanami. Na jednym z meczów mieliśmy aż dziewięciu kontuzjowanych piłkarzy. Tu nie chodziło o brak ambicji. W następnym sezonie będzie o tyle lepiej, że mamy bardzo dobrego trenera od przygotowania fizycznego, a cała kadra jest zdrowa.

Nie pytam o miejsce w tabeli, ale jakie są cele Śląska w nowym sezonie?

Grunt, żeby awansować do pierwszej ósemki ligi. Nie ma sensu mówić o europejskich pucharach.

W zeszłorocznym wywiadzie z maja przekonywał Pan, że Śląsk jeszcze raz zdobędzie mistrzostwo Polski z Panem w składzie. Podtrzymuje Pan tę deklarację?

Tak, i nie mam na myśli odległej przyszłości. Chciałbym, żeby za maksymalnie trzy lata WKS skończył sezon na podium i awansował do europejskich pucharów. Tylko ambitni ludzie osiągają sukces. Nie mam zamiaru wciąż żyć mistrzostwem Polski z 2012 roku. Wierzę, że każdy z zawodników ma taki cel.

W ostatnich dwóch sezonach rozegrał Pan komplet meczów, grając w każdym pełne 90 minut. W ciągu czterech ostatnich sezonów przegapił Pan tylko jeden mecz w ekstraklasie. Można powiedzieć, że jest Pan niezniszczalny. Jaka jest recepta na dobrą formę?

Już ojciec wpoił mi, że bardzo ważna jest ciężka praca. W przeszłości trenowałem judo, które nauczyło mnie samodyscypliny i sztuki umiejętnego upadania. Czasami zdarzały się kryzysowe sytuacje związane z kontuzjami, ale zazwyczaj udawało mi się z nich wybrnąć. Od pewnego czasu trenuję dodatkowo jogę dynamiczną z doktor Ewą Moroch. Dużo z nią rozmawiam, bo jest również psychologiem sportowym. Przed treningiem zostawiam telefon w spokoju i idę rozgrzać się na siłowni. Nigdy nie prowadziłem rozrywkowego stylu życia, śpię co najmniej siedem godzin na dobę. W pewnym stopniu pomaga mi także genetyka.

Fot. Krystyna Pączkowska/Śląsk Wrocław/slaskwroclaw.pl

Czy chce Pan zostać we Wrocławiu do końca kariery?

Mam jeszcze kilka lat kontraktu (umowa jest podpisana do czerwca 2020 roku, z możliwością przedłużenia o kolejne dwa lata – przyp. red.). Jeśli Śląsk dalej będzie mnie chciał, to zostanę. Na pewno nie mam zamiaru kończyć grania w piłkę w wieku 37 lat. Zżyłem się z Wrocławiem, tu planuję swoją przyszłość po zakończeniu kariery. Po odwieszeniu butów na kołek chcę stwierdzić, że jestem spełniony i wyciągnąłem maksimum ze swojej kariery.

15 milionów złotych dla Śląska

Rada miejska Wrocławia przegłosowała w lipcu przyznanie piłkarskiemu Śląskowi dotacji na budowę boisk dla akademii piłkarskiej, w wysokości 15 mln złotych (płatność zostanie rozłożona na 3 lata). Przy ul. Oporowskiej mają powstać dwa nowe pełnowymiarowe boiska (w tym jedno kryte zimą) oraz dwie niewielkie hale sportowe w miejscu, w którym stoi obecnie trybuna odkryta. Inwestycja ma zostać zrealizowana do 2020 roku. Część miejskiej dotacji zostanie przeznaczona także na spłatę długów spółki.