FreshMail.pl

Jak wyludnia się Wrocław i Dolny Śląsk? [Lista miast, którym grozi kryzys]

3085
0
Podziel się:

W ciągu najbliższych 30 lat Polska może stanąć na krawędzi demograficznej katastrofy. Do 2050 roku ludność kraju może się zmniejszyć nawet o jedną piątą. Jak wynika z prognoz Polskiej Akademii Nauk, mniej mieszkańców będzie mieć wszystkie 66 największych miejscowości, w tym Wrocław, Wałbrzych, Legnica i Jelenia Góra. Które miasta na Dolnym Śląsku pustoszeją w najszybszym tempie i są najbardziej narażone na kryzys? 

miasta na Dolnym Śląsku liczba ludności

Ulica Miernicza. Rewitalizacja Przedmieścia Oławskiego ma sprawić, że wrocławianie znów będą chcieli tutaj mieszkać. Fot. vorwerk / fotopolska.eu [CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Fatalnych prognoz nie ukrywa Główny Urząd Statystycznych. Według publicznie dostępnych analiz, ludność Polski skurczy się do 2050 roku o 4,4 mln osób – z 38,4 mln do 34 mln.

Nie jest to najczarniejszy scenariusz. Oficjalne dane GUS nie biorą pod uwagę nierejestrowanej emigracji zagranicznej. W rocznikach statystycznych nadal widnieje 2-3 milionów osób, w tym całych rodzin, które faktycznie zamieszkują poza Polską i – jak się zakłada – w większości do kraju już nie wrócą.

Wrocław należy do czołówki miast, które powinny najmniej odczuć spadek liczby mieszkańców. W 2050 roku w stolicy Dolnego Śląska będzie mieszkać o 82 tys. osób mniej niż w 2015 roku. To mniej więcej tyle, ile liczy  dziś Jelenia Góra. Ludność Wrocławia skurczy się zatem o 13 proc. do około 550 tys. mieszkańców.

Bardziej optymistycznie w przyszłość może patrzeć Kraków (spadek ,,tylko” o 11,3 proc.) i co ciekawe Rzeszów (4,3 proc.). Liderem zestawienia jest Warszawa. Za 30-35 lat w stolicy będzie mieszkać 1,695 mln osób, czyli tylko o 2,2 proc. mniej niż obecnie.

Które miasta w Polsce stracą najwięcej mieszkańców?

Realny spadek ludności do 2050 roku oszacował prof. Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Z analizy wynika, że spadek populacji będzie dotyczył wszystkich 66 miast na prawach powiatu, a w niektórych obniży się ona nawet o połowę.

Trzy największe procentowo spadki zaliczą miasta na Górnym Śląsku. Niechlubne pierwsze miejsce należy do Zabrza – w latach 2015-2050 jego ludność zmniejszy się z 175,6 tys. do 85,8 tys. osób. Kolejne na liście Bytom i Świętochłowice, które zanotują spadek o 49,2 proc. mieszkańców.

Mniejsze, ale równie bolesne zmiany dotkną trzy największe, oprócz Wrocławia, miasta na Dolnym Śląsku. W Wałbrzychu (liczy ok. 114,9 tys. osób) i Jeleniej Górze (80,8 tys.)  już za kilka dekad będzie mieszkać ponad 40 proc. osób mniej, a w Legnicy (100,7 tys.) – od 30 do 40 proc.

Rzućmy jeszcze okiem na stolice województw. Okazuje się, że najbardziej wyludni się Opole, którego liczba mieszkańców stopnieje z 119 tys. do 72,8 tys. O ponad jedną trzecią skurczą się Łódź i Kielce.

Problemy średnich miast. 14 miejscowości na Dolnym Śląsku, którym grozi kryzys

Szacunki dotyczące spadku ludności Polski w latach 2015-2050 powstały w związku z analizą, którą przeprowadził PAN na potrzeby opracowania przez rząd Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jej celem było sprawdzenie, w jakiej kondycji są średnie miasta w Polsce, czyli takie ośrodki, które liczą powyżej 20 tys. mieszkańców (lub 15 tys., jeśli było to miasto powiatowe), a nie są stolicami województw.

Wnioski muszą nas zmartwić. Jeżeli sytuacja społeczno-gospodarcza nie ulegnie poprawie, marginalizacja i kryzys grożą 122 z 255 średnich miast. Na liście znalazły się następujące miasta na Dolnym Śląsku:

Kamienna Góra, Ząbkowice Śląskie, Jelenia Góra, Nowa Ruda, Kłodzko, Bielawa, Wałbrzych, Lubań, Zgorzelec, Dzierżoniów, Jawor, Bolesławiec, Świebodzice i Złotoryja.

Zdaniem autora analizy, problemy średnich miast w Polsce dobrze ilustruje obszar Sudetów i Kotliny Kłodzkiej. Po II wojnie światowej rejon ten stał się prężnym ośrodkiem przemysłowym, a otwierane kopalnie i zakłady odzieżowe i elektromaszynowe ściągały na Dolny Śląsk tysiące pracowników. Stopniowy upadek przedsiębiorstw po 1989 roku spowodował wysokie bezrobocie, zwłaszcza w Bielawie, Dzierżoniowie i Nowej Rudzie.

Dla Wałbrzycha, Legnicy i Jeleniej Góry trudnym momentem była reforma administracyjna w 1999 roku. Nowy podział kraju zmniejszył liczbę województw z 49 do 16 i pozbawił je rangi stolic, a przy okazji – wielu funkcji, urzędów i miejsc pracy. Trzecią barierą rozwoju gospodarczego jest słabość infrastruktury drogowej między miejscowościami, które stara się rekompensować sieć połączeń kolejowych.

Mała liczba firm i zakładów pracy powoduje, że większość średnich miast nie ma potencjału ani kapitału, którymi mogłyby zatrzymać ucieczkę osób młodych i lepiej wykształconych do większych aglomeracji. Aby odwrócić ten niekorzystny trend, Ministerstwo Rozwoju chce wprowadzić pakiet działań dla średnich miast wart 2,5 mld złotych. Szczególnym wsparciem ma być otoczone 122 wspomnianych miejscowości (PEŁNA LISTA). Resort chce skłonić prywatnych inwestorów do lokowania tutaj swojego biznesu i tworzenia miejsc pracy poprzez preferencyjne warunki pomocy publicznej. Kolejnym pomysłem jest wsparcie w zdobyciu kapitału na wkład własny do projektów, które mogą korzystać z funduszy Unii Europejskiej.

Ekonomia wygra z demografią? ,,Zahamować spadek może tylko większa imigracja”

Wyludnianie się największych ośrodków tłumaczy się tym, że coraz więcej osób przeprowadza się na ich przedmieścia. Dobrym przykładem są Siechnice, w których mieszka niemal dwa razy więcej osób niż w 2002 roku! Przybywa też mieszkańców w Kątach Wrocławskich i Jelczu-Laskowicach.

Suburbanizacja jest jednak tylko jedną z wielu przyczyn. Głównym hamulcem była masowa emigracja naszych rodaków do krajów zachodnich po 1990 roku. – W historii Polski nie zdarzyło się, aby w tak krótkim czasie wyjechało tak wiele osób – podkreśla prof. Śleszyński.

Jak tłumaczy członek PAN, masowa emigracja nałożyła się na fale zmian demograficznych. Polska odnotowała po 1945 roku dwa duże wyże. Pierwszy miał miejsce tuż po zakończeniu II wojny światowej. Osoby urodzone w tym czasie decydowały się na własne potomstwo w latach 70. i 80. To kolejne pokolenie nie urodziło tak wielu dzieci jak ich rodzice. Złożyła się na to najpierw niepewna sytuacja na rynku pracy po transformacji w 1989 roku i wysokie bezrobocie, a potem migracja zarobkowa po akcesji Polski do UE. Wskaźnik dzietności w naszym kraju spadł wówczas do najniższych poziomów na świecie.

Co oznaczają te zmiany? Przede wszystkim starzenie się społeczeństwa i brak rąk do pracy. Już teraz przedsiębiorcy zgłaszają problemy z pozyskaniem specjalistów. Według szacunków prof. Śleszyńskiego w 2050 roku ta luka będzie wynosić najprawdopodobniej 3-4 miliony pracowników w skali Polski.

Wymierny pozytywny wpływ na demografię miało wprowadzenie rządowego programu Rodzina 500plus. Wciąż jednak rodzi się za mało dzieci, aby zapewnić zastępowalność pokoleń. Lekarstwem na demograficzne braki ma być ekonomia. Przyspieszenie wzrostu gospodarczego daje impuls przedsiębiorcom do zwiększenia zatrudnienia i podnoszenia płac (porównaj zarobki we Wrocławiu i w innych polskich miastach).

Prof. Śleszyński uważa, że zahamowanie spadku jest możliwe tylko poprzez wzrost imigracji międzynarodowej i krajowej. Zdaniem geografa, nasza gospodarka potrzebuje napływu pracowników z zagranicy. W zasypaniu dziury na rynku pracy mogą pomóc Polacy, którzy wyjechali za chlebem po 1990 roku.

Podziel się:
Udostępnienia

Zapisz się na cotygodniowy newsletter

Raz w tygodniu dostaniesz na swoją skrzynkę najlepsze artykuły z serwisu

FreshMail.pl