O pozycji Wrocławia na biznesowej mapie Polski i Europy, najważniejszych inwestycjach w stolicy Dolnego Śląska oraz lokalnym rynku pracy i obecnych w naszym mieście korporacjach – z Łukaszem Czajkowskim ze Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych rozmawia Tomasz Matejuk.

Wrocław od lat kreuje swój wizerunek jako prężnie rozwijającego się ośrodka biznesowego przyciągającego kolejnych inwestorów, świetnego miejsca do pracy. Na ile jest to tylko sprawny PR, a na ile rzeczywisty stan rzeczy?
PR jest bardzo sprawny i dzięki niemu pozytywny obraz miasta wrył się w świadomość ludzi w całej Polsce, którzy często mówią, że gdyby mieli się gdzieś przeprowadzić, to rozważaliby przede wszystkim Wrocław. I to jest tendencja, przynajmniej w środowisku biznesowym, dominująca. Budowanie PR-u przez Wrocław od niemal dwóch dekad zdecydowanie przyniosło zamierzony skutek i zbudowało w Polsce bardzo pozytywną markę miasta.

Ale czy za tym PR-em idzie coś więcej?
Tak, w cały PR bardzo mocno wszyta jest gospodarka. I to zarówno jeśli chodzi o inwestorów zagranicznych, jak i polskich dużych firm czy start-upów. Jeżeli popatrzymy na różne badania czy statystyki dotyczące biznesu, to te liczby potwierdzą PR.
We Wrocławiu praktycznie nie ma bezrobocia: wynosi poniżej 2,5 procenta, więc jest minimalne. Stolica Dolnego Śląska należy do grona tych miast, choćby obok Warszawy, gdzie zarabia się naprawdę porządne pieniądze. We Wrocławiu jest interesująca praca, są różne branże – motoryzacja, AGD, przemysł maszynowy, spożywczy, no i przede wszystkim bardzo mocny sektor usługowy, na który składają się usługi wspólne i szybko rozwijające się IT. Są też zaawansowane technologicznie przedsiębiorstwa – jak Whirlpool, który otworzył u nas globalne centrum badawczo-rozwojowe, Nokia czy Dolby. Ale są także polskie firmy, jak LiveChat czy Techland, które tworzą produkty na poziomie światowym. No i wreszcie start-upy – takie jakie XTPL, Saule czy Brand24.
Podsumowując: PR jest dobry, a rzeczywistość gospodarcza mu dorównuje. Jest dobrze, a perspektywy są takie, że będzie jeszcze lepiej.

A co sądzisz o różnych rankingach, którymi bardzo lubi chwalić się magistrat, jak choćby miasta Gamma czy ranking firmy Mercer dotyczący najlepszych dla mieszkańców miejsc do życia? Mają one jakieś przełożenie na realną siłę Wrocławia czy to też czysty PR?
One mają przełożenie. To są materiały promocyjne, które miasto dostaje za darmo – nie musi wtedy kupować promocji i docierają one do wielu osób, które z płatnym przekazem reklamowym mogłyby się nie spotkać lub nie chcieć się z nim zapoznać. Wrocław się nimi chwali, bo czemu miałoby tego nie robić? Każde miasto, jeżeli tylko dobrze wypadnie w jakimś rankingu, będzie się tym chwalić. Na przykład Gdańsk bardzo mocno wziął na sztandary ranking najszybciej rozwijających się regionów w Europie – Pomorze było czwarte, a Dolny Śląsk szósty. Rankingi to także swego rodzaju nagroda w oczach innych, którą dostajemy za naszą pracę.

Masz za sobą kilka lat pracy w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej. Które inwestycje czy firmy – Twoim zdaniem – były najważniejsze dla Wrocławia? Które najwięcej miastu dały i pozwoliły mu najszybciej się rozwinąć?
Pierwszą taką inwestycją był Siemens w 2000 roku. Dzięki temu we Wrocławiu ruszył temat centrów IT. W Siemensie w 2001 roku na jedno miejsce pracy przypadało 80 kandydatów – to pokazuje, jak wówczas wyglądała sytuacja. Teraz jest zupełnie inaczej: ofert pracy jest o wiele więcej niż informatyków.
Kolejny kamień milowy to dwie inwestycje, dosyć blisko siebie, które „otworzyły worek”. Pierwsza to LG w 2005 roku, które utworzyło klaster elektroniczny i znacząco wpłynęło na zmniejszenie problemu bezrobocia zarówno w samym Wrocławiu, jak i w całym regionie. Dzięki tamtej inwestycji dziś powstaje u nas potężna fabryka baterii do samochodów elektrycznych. W podobnym okresie we Wrocławiu pojawiło się HP, czyli pierwsza globalna korporacja z sektora SSC/BPO, która otworzyła u nas swoje duże centrum. A potem przyszedł UPS czy Google.
Kolejnym momentem, który moim zdaniem definitywnie zakończył epokę bezrobocia wśród młodych we Wrocławiu, to rok 2009, czyli pojawienie się IBM i drugi etap inwestycji Credit Suisse. IBM na „dzień dobry” powiedział, że utworzy u nas 4 tysiące miejsc pracy i słowa dotrzymał. To wtedy zaczęliśmy obserwować w naszym mieście rynek pracownika.

A inne inwestycje, z których jesteś najbardziej dumny?
Na pewno banki inwestycyjne. UBS, czyli kolejny po Credit Suisse duży szwajcarski bank, rozszerzenie BNY Mellon, który przenosił do Wrocławia kolejne, bardzo zaawansowane procesy, a także JP Morgan, którego co prawda ostatecznie nie udało się ściągnąć do Wrocławia, ale mało kto wie, jak długo byliśmy w grze. Doszliśmy do ostatniego etapu, w którym liczyły się już tylko Warszawa i nasze miasto. Wrocław był w ścisłym finale tego projektu.

To dlaczego ostatecznie wygrała jednak Warszawa? Tylko dlatego, że jest stolicą?
Przesądziły trzy rzeczy. Pierwsza to szerokość rynku pracy – Warszawa jest cztery albo pięć razy większa od Wrocławia pod tym względem. Druga to głębokość rynku pracy, patrząc na ludzi, których JP Morgan potrzebował do tej inwestycji. Co prawda jesteśmy drugim największym centrum finansowym w Polsce, ale jednak Warszawa lideruje i dystans między nami jest dość duży. Trzecia rzecz, co dla Amerykanów ma znaczenie, jeśli w grę wchodzą częste podróże służbowe, to bezpośrednie połączenie ze Stanami Zjednoczonymi lub przynajmniej z Londynem.

A porażki?
Na etapie wielu projektów odpada się już w przedbiegach, czyli na etapie desk research, i nawet nie wie się za bardzo o „przegranej”. Ale tam, gdzie chcieliśmy mocno powalczyć o jakiś temat, jak UBS, Infor, Xeos czy LG Chem, to sporo się udało. Dużym projektem ostatnich lat, który ostatecznie nie trafił do Polski i na Dolny Śląsk, była fabryka samochodów Jaguar – Land Rover. Jednak dość szybko po tym pojawiły się kolejne projekty, takie jak Daimler czy wyżej wymienione Xeos i LG Chem.
Wysoko na liście życzeń w ostatnich latach było też przyciągnięcie do Wrocławia firmy F5 z Seattle. Nie udało się: projekt był dosyć krótki i bardzo szybko zapadła decyzja o realizacji go w Warszawie. Tu znów przesądziło to, że przedstawiciele F5 nie chcieli się przesiadać więcej niż raz, lecąc tutaj z USA.

We Wrocławiu, a zwłaszcza w branży IT, coraz częściej słychać właśnie o deficycie pracowników. Firmy borykają się z sytuacją, że nie mają kim obsadzić wakatów. Jak temu zaradzić? Czy rozwiązaniem będzie np. ściąganie pracowników z Ukrainy?
Jest kilka metod. Polska jest już na tyle atrakcyjnym krajem, że można tu ściągać ludzi z południa Europy, Ameryki Południowej czy krajów azjatyckich. Oczywiście, to potężne wyzwanie, bo trzeba konsekwentnie budować pozytywną percepcję Polski – kraju, w którym jest dużo pracy i że warto tu przyjechać, że mamy niezłe zarobki i całkiem fajną jakość życia.
Kolejna rzecz, długofalowa, to polepszenie szeroko rozumianego systemu edukacji, tak by dostosować go do potrzeb nowoczesnej gospodarki. To proces rozłożony na wiele lat i mam nadzieję, że reforma szkolnictwa wyższego pójdzie w tym kierunku. Bo Polska wciąż ma jeden z najwyższych w Europie współczynników osób, które pracują poza swoim wyuczonym zawodem.
No i trzecia kwestia – uświadamianie młodych ludzi i ich rodziców, jak wyglądają perspektywy światowej gospodarki. Tak, żeby ludzie podejmowali decyzję co do swojej przyszłości, będąc lepiej poinformowanym. Temu służył m.in. wrocławski projekt My Future in Technology, który ARAW zrobił dwa lata temu m.in. z Nokią, Capgemini, Objectivity czy Techlandem. On bardzo dużo przyniósł, bo rok później było widać zwiększone zainteresowanie klasami informatycznymi.

Zostając przy pracownikach. Wedle raportu ABSL z 2017 roku we wrocławskich korporacjach pracuje już 40 tysięcy osób.
To jest stan na kwiecień zeszłego roku.

To ile już jest teraz?
Dowiemy się w czerwcu, kiedy ABSL opublikuje kolejny raport, ale na pewno więcej. Do tej pory dynamika nie spadała poniżej 10 procent, więc nawet licząc bardzo bezpiecznie, to 43 tysiące uznałbym za absolutne minimum.

Dochodzimy już do ściany czy może jest jeszcze miejsce na kolejnych inwestorów i kolejne miejsca pracy?
Jest miejsce na kolejnych. Popatrzmy na Kraków, gdzie wysycenie jest co najmniej o jedną czwartą wyższe niż we Wrocławiu. A tam cały proces nie zwalnia, więc myślę, że gdy w Krakowie zacznie zwalniać, będziemy mogli zacząć myśleć, że za około 3 lata dotrze to do Wrocławia.

Mówisz, że przyrost zatrudnienia we wrocławskich centrach usług jest na poziomie kilkunastu procent w skali roku. Czy w najbliższych latach ten trend może się zmienić i ludzie zaczną z korporacji odchodzić?
Jeśli chodzi o odpływ poza sektor, to są to pojedyncze przypadki. Czyli generalnie, jeśli ktoś zacznie pracę w sektorze usług biznesowych, to już w nim zostaje, co potwierdza, że to dobre miejsce do pracy i nie ma masowych ucieczek. I nie widzę w przewidywalnej przyszłości czegoś, co mogłoby zmienić ten stan rzeczy.

A dlaczego wrocławianie tak chętnie garną się do pracy w korporacjach? To tylko kwestia wyższych zarobków czy może czegoś innego?
Po prostu – bo są bardzo dobre warunki pracy. Po pierwsze, umowa o pracę na start i wszystkie pakiety: Multisport, pakiet medyczny i inne dodatki. Po drugie, samo środowisko pracy: wysoko jakościowe biura, z roku na rok wyglądające coraz ciekawiej. Praca w większości wypadków jest ustrukturyzowana – w godzinach od 8 do 16 czy od 10 do 18, przestrzeganie wszelkich przepisów. Są osłony socjalne związane choćby z respektowaniem urlopów macierzyńskich czy ojcowskich. Trzecia rzecz – pracujesz w międzynarodowym środowisku, rozmawiasz po angielsku, masz do dyspozycji nowoczesne narzędzia pracy. No i oczywiście dobre pieniądze, a także realne możliwości awansu zawodowego.
Dzięki sektorowi nowoczesnych usług w dużych i średnich polskich miastach osoby o określonym profilu wykształcenia – jak finanse, księgowość czy informatyka lub z kompetencjami językowymi – mają w zasadzie stuprocentową gwarancję zatrudnienia, jeśli tylko chcą znaleźć pracę.

Skoro w korporacjach jest tak dobrze, to skąd bierze się obiegowa opinia, że „korpo to zło wcielone”?
Trzeba się zastanowić, co mamy na myśli, mówiąc o „korpo”. Pierwszym skojarzeniem jest choćby Amway, „Mordor na Domaniewskiej”, siedzenie po godzinach, praca na umowach-zleceniach, praca przy słuchawce, wyrabianie wyniku sprzedażowego itp. Owszem, są w Polsce firmy, w których tak to może wyglądać, ale to praktycznie nie zdarza się w sektorze nowoczesnych usług, a zwłaszcza we Wrocławiu. To stereotyp jeszcze z lat 90., który wrył nam się w głowę. Ale jeśli porozmawiamy z osobami z HP, Credit Suisse, Infora czy BNY Mellon, w zasadzie nikt nam nie powie, że w ich firmach dochodzi do prania mózgu czy wyzysku człowieka. Wręcz przeciwnie: większość z nich zapewne powie, że to naprawdę porządna praca.

W ABSL badacie też zarobki na poszczególnych stanowiskach w różnych miastach. Czy nadal jest tak, że na podobnym stanowisku w podobnej firmie w Warszawie można zarobić dużo więcej niż we Wrocławiu? A może te różnice się zacierają?
Zarobki bardzo dynamicznie się zmieniają, ale rzeczywiście – Warszawa jest trochę droższa od miast regionalnych. Bo jest stolicą, bo koszty życia są wyższe, bo ludzie przyjeżdżają tam z innych miast po to, by zarabiać pieniądze i robić karierę. Ale jeśli popatrzymy na miasta regionalne, to zarobki we Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu czy Gdańsku są porównywalne.

Ostatnie pytanie. Dzwoni do Ciebie znajomy z Krakowa czy z Gdańska i mówi: „Łukasz, mam dobrą ofertę pracy z Wrocławia, myślę nad przeprowadzką. Powiedz mi, dlaczego warto się do was przenieść?”. Co mu wówczas krótko odpowiesz?
Że to przede wszystkim fajne miejsce do życia, gdzie bardzo szybko poczujesz się jak u siebie. Nie będziesz musiał martwić się o pracę i pieniądze, a jednocześnie nie będziesz się nudził.

 

Łukasz Czajkowski
Przez kilka ostatnich lat był dyrektorem Centrum Wspierania Biznesu w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, gdzie odpowiadał m.in. za pozyskiwanie nowych inwestorów i wsparcie firm już obecnych w naszym mieście. Od 2016 roku organizował również wydarzenia start-upowe, takie jak Startup Wrocław Meetup, Startup Ewolucje czy konferencję Made in Wrocław. Obecnie pracuje jako Head of Membership, Network and Community w ABSL, czyli Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych – największej w Polsce organizacji reprezentującej firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, BPO i IT.