FreshMail.pl

Jarosław Obremski: Wrocław. Chleba czy igrzysk?

1226
0
Podziel się:

Jeżeli miasto chce się liczyć w Europie, powinno spełniać pewne kryteria. Na naszym kontynencie, miasta o liczbie ludności powyżej pół miliona najlepiej, żeby miały ciekawą historię i trochę zabytków. Oprócz tego, liczący się gród musi mieć życie akademickie, międzynarodowe lotnisko, wielką salę koncertową z orkiestrą symfoniczną, stadion z zespołem piłkarskim o ambicjach w rozgrywkach o europejskie puchary, muzeum sztuki współczesnej, bujne życie festiwalowe i wydarzenia sportowe.

igrzysk!

Po co to wszystko? Ponieważ pozwala zaistnieć na mapie, wyróżnić się, przyciągnąć do miasta – inwestorów, turystów, studentów. To oznacza większe, bogatsze miasto i w efekcie – lepszy transport publiczny, miejsca pracy, rozbudowaną ofertę gastronomiczną i propozycje spędzania czasu wolnego.

To wizerunek przyciąga, a nie dobrze funkcjonujące miasto. Oczywiście, wizerunek nie może kłamać, ale samo działanie wyłącznie dla dobra mieszkańców nie wystarcza.

Wrocław, zwłaszcza od początku drugiej kadencji Rafała Dutkiewicza, wyraźnie wzmocnił swój wizerunek (ESK, EXPO, Euro2012, The World Games). Osiągnął w efekcie wielki sukces w przyciąganiu inwestorów, turystów, studentów, jednak wbrew mojej tezie – nie poprawił transportu publicznego. Powstał bunt, którego uosobieniem były ruchy miejskie żądające więcej prostych chodników, a mniej igrzysk.

W porządku demokratycznym oznacza to konieczność korekty, zresztą nie tylko demokracja, ale i wolny rynek pewne rzeczy koryguje.

Mamy problem, kiedy nawet na mecze Śląska przychodzi zaledwie 8 tysięcy kibiców. Możemy mieć problem z frekwencją na World Games. Oczywiście, cieszymy się wysoką frekwencją w czasie wydarzeń ESK, ale pamiętajmy, że nie są to imprezy masowe.

Na ile potrzebna jest korekta strategii? Na ile obowiązujący jeszcze 10 lat temu europejski wyścig na wydarzenia już nie jest ważny i inne parametry decydują o atrakcyjności miasta?

Wrocław wygrał pierwsze dziesięciolecie XXI wieku na mapie Polski i może nawet na mapie Europy. Wydaje mi się, że przepis na tamten sukces już od dawna nie obowiązuje. Czy w drugim dziesięcioleciu naszego wieku tym magicznym kamieniem jest demokracja deliberacyjna i budżety obywatelskie? Jeżeli tak, to tylko odpowiedź cząstkowa.

Może warto pokusić się o kompromis, złoty środek między tym, co dobre dla mieszkańców dziś, a tym, co ciągnie miasto w przyszłość. Tym bardziej, że Wrocław ma już teoretycznie wszystkie atrybuty ważnego miasta europejskiego.

Podziel się:
Udostępnienia

Zapisz się na cotygodniowy newsletter

Raz w tygodniu dostaniesz na swoją skrzynkę najlepsze artykuły z serwisu

FreshMail.pl