Odra przerywa wały i płynie wzburzonym nurtem w kierunku Wrocławia. W sobotę wielka woda wdziera się do miasta przez Księże Małe. W nocy zalewa Piłsudskiego, dzieli miasto na pół i napiera w stronę Dworca Głównego. Sto tysięcy wrocławian zrywa się do pomocy, ładuje piasek do worków i wznosi barykady. We wtorek ulica Piłsudskiego jest już sucha. Heroiczna walka w obronie miasta trwała przez dwa dni.

 

Powódź Wrocław mapa

W lipcu 1997 roku obfite deszcze przerodziły się w kataklizm, który nawiedził 5 krajów. Na Dolnym Śląsku silnie wezbrała Nysa Kłodzka i Odra. Po kilku dniach połączone fale dotarły do Wrocławia, po drodze zatapiając m.in. Kłodzko, Racibórz, Kędzierzyn-Koźle i Opole. 12-13 lipca stolica Dolnego Śląska była pod wodą. Nastrój napięcia trwał jeszcze przez kilka dni. Druga fala zaatakowała 17-18 lipca, ale nie okazała się tak groźna.

W tym roku mija 20 lat od powodzi tysiąclecia, a mimo to wciąż nie jest ona dla nas odległą przeszłością. W obliczu zagrożenia mieszkańcy spontanicznie ruszyli na ratunek swoim domom, sąsiadom, ulicom i osiedlom. Zawiązali wspólnotę, która choć trwała tylko kilka dni, pozostaje do dzisiaj żywa w pamięci wielu wrocławian i Dolnoślązaków.

Zatopiona ulica Stawowa. Fot. Jerzy Bielasiński

Obrazy przed oczami

Jak mogłyby zaczynać się nasze wspomnienia z 1997 roku? Na przykład tak: Pamiętam, że pomagaliśmy sąsiadom na Księżu Małym przenosić meble na wyższe piętra. W tamte dni taksówkarz za darmo woził chłopaków z łopatami przez całe miasto. Żołnierze i policjanci wykonywali polecenia cywilów. Razem piasek ładowali skini i punki, ludzie Solidarności i SLD, a prezydent miasta sam nosił worki.

Usypywanie barykad burzyło bariery społeczne. Pierwsze zapory we Wrocławiu zaczęły powstawać w nocy z piątku na sobotę. Kolejnej nocy mieszkańcy bronili Ostrowa Tumskiego i szykowali się do odparcia żywiołu na Piłsudskiego. Setki osób pracowały przy świetle pochodni, nie widząc twarzy ludzi obok. Okazywało się, że sąsiedzi, którzy do tej pory mieli wątpliwą reputację, wyrastali w ciągu kilku dni na najbardziej odważnych obrońców.

Dolny Śląsk Pamiętam powódź

Ul. Krakowska. Fot. Krzysztof Worach

Były też osoby, które nie potrafiły odnaleźć się w tej sytuacji. Pytały: czym mam się zająć? Gdzie jest władza? Kto tym kieruje? Ci, którzy chcieli pomóc, robili cokolwiek: przygotowywali kanapki, wozili termosy z kawą i herbatą, pomagali przenosić rzeczy sąsiadom. Ekstremalne warunki wyzwalały chęć włączenia się, poczucie przynależności i ogromną ofiarność. Emocjonalna potrzeba zaangażowania była tak wielka, że jedna z matek zostawiła córkę pod opieką męża i opuściła szpital, by dołączyć do tłumu pracujących. ,,Spotkałam pielęgniarkę i razem umówiłyśmy się, że będziemy sypać, to znaczy jedna trzymała worek, druga nasypywała i odwrotnie. To wszystko tak szybko robiłyśmy, że spływał nam pot z czoła”.

Dolny Śląsk. Pamiętam powódź

Ulica Rakowiecka. Krzysztof Worach

Samochody czekały i po kilku minutach odjeżdżały załadowane. Skąd kierowca miał wiedzieć, gdzie ma jechać? Słuchał komunikatów radia i telewizji. Media przejęły rolę władz w bieżącym informowaniu o tym, co się dzieje w mieście i skąd może nadejść zagrożenie. Strażnicy miejscy z uwagą wysłuchiwali radia, by wiedzieć, gdzie wysłać pomoc. Mieszkańcy z zapartym tchem śledzili kanały Telewizji Dolnośląskiej (TeDe) oraz ,,Piątki”. Na skrzyżowaniu przy ul. Powstańców Śląskich i Swobodnej są suche worki z piaskiem do wzięcia. Woda pitna i do mycia pilnie potrzebna na ul. Robotniczą 32-34. Po wysłuchaniu wiadomości, spotykali się na klatkach schodowych, ustawiali w kolejkach do cystern lub po chleb albo brali się za łopaty w piaskownicach. Wielu z nich potem powie, że jedyną dobrą stroną powodzi było to, że ludzie zaczęli się ze sobą spotykać.

Skutki (nie) do przewidzenia

Jednym z najważniejszych czynników, który motywował mieszkańców do spontanicznego zrywu, było poczucie, że zagrożenie może dotknąć każdego. Jeszcze dwa, trzy dni przed nadejściem wielkiej wody, „Gazeta Dolnośląska” pisała, że Wrocławiowi powódź nie grozi, a wodę zatrzymają niemieckie zabezpieczenia zbudowane w 1903 roku. Niemiecki Breslau wcześniej kilkakrotnie nawiedzały powodzie, mimo to ani media, ani władze, ani większość mieszkańców nie spodziewały się takiej skali katastrofy.

Znajomość historii nie mogła ustrzec miasta przed falą w 1997 roku. Przewidywania co do kierunków uderzenia żywiołu okazywały się błędne, co rodziło świadomość, że każdy bieg wypadków jest możliwy. Woda omijała osiedla, które w powszechnym przekonaniu miała zalewać, za to pojawiała się tam, gdzie nikt się jej nie spodziewał. W obawie przed nadchodzącą falą, wrocławianie wywozili członków rodziny lub cenny dobytek z Biskupina na Kozanów lub z Karłowic do Siechnic. Tymczasem Biskupin i Karłowice pozostały suche, a Kozanów i Siechnice – zostały zalane.

Dolny Śląsk Pamiętam Powódź

Skrzyżowanie Kościuszki i Kołłątaja. Fot. Leszek Złotkowski.

Skrzyżowanie Małachowskiego i Pułaskiego. Fot. Agnieszka Styczyńska

Po tym, jak wielka woda opadła, zaczęło się szacowanie szkód. Trzy tysiące rodzin straciło dach nad głową. Do 25 sierpnia 1997 roku wypłacono ponad 7500 jednorazowych zapomóg dla mieszkańców zalanych lokali. Na brak wody w kranach uskarżało się 84,3% wrocławian, którzy wzięli udział w pierwszym badaniu opinii prowadzonym na przełomie lipca i sierpnia. Ponad połowa osób stwierdziła, że można było uniknąć zalania miasta lub też znacznie ograniczyć szkody wywołane powodzią.

W ten sposób do głosu zaczęły dochodzić konflikty i podziały, które w trakcie walki z żywiołem nie były zauważalne. Na rysie wspólnoty pojawiały się pęknięcia. Praca za pieniądze w trakcie szturmu wody nie wchodziła w rachubę, potem jednak niektórzy domagali się zapłaty za dostarczone worki i piasek. Nie każdy poszkodowany dostał mieszkanie zastępcze, chociaż sąsiadowi zza ściany akurat przyznano. Wiele osób opuściło swoje rodzinne kąty 20 lat temu i do dzisiaj mieszkają w lokalach dla powodzian.

Dolny Śląsk Pamiętam powódź

Kto z Was pamięta Kino Śląsk? Dziś mieści się tutaj Teatr Muzyczny Capitol. Fot. Andrzej Sikorski

Pamiętam, że…

Niedawne wyniki badań socjologicznych pokazały, że powódź z 1997 roku była wydarzeniem, wokół którego wciąż najmocniej kształtuje się zbiorowa pamięć mieszkańców całego regionu. Wspomnienia tamtych dni nie straciły jeszcze swej ostrości, a w szufladach i albumach leżą archiwalne fotografie i nagrania. Dwudziesta rocznica walki z wielką wodą to dobry pretekst, by wyjąć je z zakamarków pamięci i opowiedzieć wspólnie młodszym pokoleniom. W tym celu przez cały 2017 rok będzie trwać projekt ,,Dolny Śląsk. Pamiętam powódź”.

– Podczas podobnych przedsięwzięć zaskoczyło mnie, jak wiele osób chciało mówić właśnie o powodzi. Chcemy zachęcić wszystkich do spontanicznego dzielenia się związanymi z nią wspomnieniami – mówił pomysłodawca, Grzegorz Czekański, podczas konferencji otwierającej projekt.

W ten sposób powstanie zbiorowy pamiętnik, którego współautorem może być każdy mieszkaniec Dolnego Śląska. Przekazanie wspomnień zajmie… 3 minuty albo 200 znaków. Wystarczy dokończyć słowa: „Pamiętam, że…”. Idea została zaczerpnięta z dwóch książek: I remember Joego Brainarda oraz Pamiętam, że Georges`a Pereca, w których życie wspólnoty zostało przedstawione w postaci krótkich migawek.

dolny śląsk pamiętam powódź

Nadesłane wspomnienia. Jak Ty, Drogi Czytelniku, pamiętasz tamte dni?

Pomysł utrwalania wspomnień wciela w życie Fundacja im. Tymoteusza Karpowicza. Wrocławianie kojarzą ją m.in. z prowadzenia księgarni Tajne Komplety oraz portalu Dolnośląskość.pl. Publikacja na temat powodzi nie będzie pierwszą opartą na wspomnianej metodzie. Wiosną 2015 roku, przy udziale około 200 autorów, ukazała się książka Wrocław. Pamiętam, że… Wrocławianie przyjęli ją z entuzjazmem, dlatego Fundacja postanowiła przygotować kolejną, tym razem dla całego regionu. Na stronach Dolny Śląsk. Pamiętam, że… pojawiły się wspomnienia z ponad 60 miejscowości. Dolny Śląsk. Pamiętam powódź będzie trzecią publikacją opartą na tej metodzie.

Współorganizatorami całego projektu są Ośrodek Pamięć i Przyszłość oraz Centrum Historii Zajezdnia. Wspomnienia możemy przesyłać on-line (na stronie pamietampowodz.pl) albo wypisać je ręcznie na specjalnych pocztówkach. Jest to możliwe także w pociągach i kasach Kolei Dolnośląskich, które są partnerem projektu, obok Instytutu Studiów Obywatelskich Obywatele24.pl. Patronat honorowy objęło Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Wojewoda Dolnośląski.

Dolny Śląsk Pamiętam powódź

Kładka Siedlecka nad Oławą. Fot. Krzysztof Worach

Nie tylko Wrocław

W 1997 roku woda rozlała się po całym województwie. Niszczycielski nurt m.in. Bobru, Bystrzycy, Kaczawy, Oławy i Widawy spowodował straty także w innych miejscowościach. Dlatego w projekcie, obok Wrocławia, bierze udział jeszcze siedem innych miast Dolnego Śląska: Bielawa, Brzeg Dolny, Bystrzyca Kłodzka, Głogów, Kłodzko, Legnica i Ścinawa. W tej ostatniej do dzisiaj na ścianach niektórych budynków linia białej farby pokazuje poziom, do którego sięgała woda. Organizatorzy projektu planują odwiedzić także inne miejscowości.

Bielawa pod wodą. Fot. Jarosław Florczak

Bielawa pod wodą. Fot. Jarosław Florczak

Doświadczeniami i materiałami możemy dzielić się przez cały rok. Co nam pozostanie po tej akcji? Część wspomnień i zdjęć zostanie wydana w zbiorowej publikacji. Na podstawie przekazanych nagrań z 1997 roku powstanie również film dokumentalny. Oprócz tego, mieszkańcom – świadkom tamtych wydarzeń – zostanie oddany głos w wywiadach z powodzianami i badaniach socjologicznych.

Premiera publikacji i filmu odbędzie się w grudniu 2017. Do tego czasu czeka nas wiele wydarzeń towarzyszących. Czy jesteście ciekawi, jakie wspomnienia, zdjęcia i filmy przesłali już inni? Wszystkie przekazane materiały są cały czas dostępne i uzupełniane na portalu Dolnośląskość.pl. Jako patroni medialni tego niezwykłego projektu dołączamy się do apelu: Podziel się tym, co pamiętasz i tym, co masz w swojej szufladzie.

Przy pisaniu artykułu korzystałem z książki Wspólnota i zagrożenie. Wrocławianie wobec wielkiej powodzi, z której pochodzą cytowane fragmenty. Jej autor, Wojciech Sitek, profesor socjologii UWr, rozmawiał i pracował w trakcie powodzi z uczestnikami zdarzeń, a w książce wydanej tuż po ustąpieniu kataklizmu zawarł migawki z życia wspólnoty. Znajdują się w niej archiwalne zdjęcia, mapa zalanych terenów we Wrocławiu, analiza społecznych konsekwencji powodzi i pierwsze wyniki badań opinii.

powódź tysiąclecia

Komuny Paryskiej zamienia się w rwącą rzekę. Fot. Wiktor Grabowski