FreshMail.pl

WE MGLE: Czerwona, prawa dłoń [OPOWIADANIE]

Podziel się:

– Twoje powieki stają się ciężkie. Jakby ktoś ciągnął w dół rzęsy niby ciepłą i pachnącą kołdrę. Jest sierpień, a ty jesteś coraz bardziej śpiąca. Dwa, trzy, cztery. Zamykasz oczy. Nie jesteś już patrzeniem na zewnątrz, ale do wewnątrz. Powieki od środka jak płótna, na których wyświetli się film, a ciało niby maszyna do projekcji. Uruchamiana krwią i woskiem. Krew, bo życie. Wosk, bo obrazy w zwolnionym tempie. Pięć, sześć. Każdy oddech to światło, to barwa. Oddychasz na szafirowo, oddychasz na turkusowo. Wdech i wydech. W równych odstępach czasu. Sześć i siedem. Ale czas tobie się nie równa. Jesteś poza nim, jesteś obok. Możesz chodzić wokoło niego, możesz mu się przyglądać. Wyobraź sobie, że wskazówka zegara to włos. Wystarczy delikatnie dmuchnąć, by cofnąć czas. Osiem, dziewięć. Przenieś się do nocy z 8 na 9 sierpnia 1925 roku. I kiedy powiem dziesięć, zaczniesz mówić, gdzie jesteś i co robisz. Opiszesz każdy szczegół, który widzisz; każdy dźwięk, który słyszysz. Opowiesz, co czujesz. Wyświetlisz dla mnie film. Dziesięć.

Rys. Anita Bańdziak

Fragment z The Post Crescent Wisconsin z dnia 24 listopada 1927 roku: „Po raz pierwszy w historii niemieckiej kryminalistyki użyto hipnozy w celu rozwiązania przestępstwa. Eksperyment prowadził doktor George Flatau, uznany hipnotyzer, a pacjentką była Fraulein Neumann – gospodyni profesora botaniki, Felixa Rosena, z miasta Breslau, zamordowanego ponad rok wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach. Fraulein Neumann podejrzewano o dokonanie czynu. Ona konsekwentnie zaprzeczała, a policja, która kilkukrotnie aresztowała kobietę, w końcu umorzyła dochodzenie. Doktor podjął jednak kolejną próbę hipnozy”.

– Jestem w willi przy ulicy Wichelhausstrasse 6. Na piętrze drugim, w swoim pokoju. Jest noc i widać tylko kontury przedmiotów. Na komodzie stoją ramki, ale nie ma w nich zdjęć. Ramki to gablotki z okazami roślin. Na ścianach greckie maski, a każda z otwartymi ustami, które do mnie mówią albo się ze mnie śmieją. Mimo iż wieje wiatr, ciepła jest ta noc. Liście klonu za oknem szumią, liście dębu także. Potrafię rozpoznawać drzewa po szumie. Pierwsze niby fale morza, drugie, jakby woda o kadłub łodzi uderzała. Mam mokre włosy i siedzę na brzegu łóżka. Siedzę w szlafroku, po kąpieli. Z prześcieradeł plotę sznur. Muszę uciec. Przez okno, do ogrodu. Do szopy z królikami. Przeczekać muszę, aż źli ludzie sobie pójdą. Boję się. Oddycham głęboko, a jednocześnie wstrzymuję się, żeby nie głębiej, żeby we własnych oddechach nie utonąć. Prześcieradła pachną sierpniem. Pachną kwitnącym dziurawcem, pięknotką, hibiskusem.

Fragment z The Yorkshire Post and Leeds Intelligencer z dnia 11 sierpnia 1925 roku: „Dr Felix Rosen, światowej sławy profesor botaniki i fizjologii roślin z Uniwersytetu Breslau, a także brat byłego ministra spraw zagranicznych Niemiec, Friedriecha Rosena, został znaleziony martwy w swojej willi, we wczesnych godzinach porannych, w niedzielę. W pokoju na parterze odnaleziono również ciało mieszkającego tam szewca, Augusta Stocka. Profesor Rosen został zastrzelony, a Stock zabity od uderzenia młotkiem w głowę. Z okna pokoju Fraulein Nuemann zwisała lina upleciona z prześcieradeł i poszewek, co świadczyć ma, że w ten sposób kobieta uciekała, aby przed przestępcami skryć się w królikarni. Zeznała, że za kwadrans dwudziesta trzecia wysłała służkę do pokoju, a sama poszła do swojej sypialni. Niebawem usłyszała męskie głosy, ktoś zapukał do jej drzwi. Mężczyzna miał powiedzieć, że jest poborcą podatkowym, że przyjechała policja, bo profesor nie uregulował skarbowych należności. Ona miała zaś odpowiedzieć, że wolałaby zobaczyć profesora we własnej osobie, który to mówi. Chwilę później usłyszała głos Augusta, uderzenie i wreszcie strzał. Uplotła szybko linę, wywiesiła przez okno i uciekła. Pokojówka również potwierdziła głosy, ale nie umiała zdradzić nic więcej. Policjanci, po sprawdzeniu liny, uznali, że nie jest możliwe zrobienie tego typu liny w czasie krótszym, niż dwadzieścia minut. Aresztowali więc Fraulein Nuemann i zamknęli w areszcie.”

– Jestem w szopie. Wśród królików. Siedzę skulona, zakrywam uszy. Ciągle słyszę ten wystrzał z pistoletu. Kula w sercu Felixa, a w mojej głowie jej dźwięk, który przypomina uderzenie otwartą dłonią w policzek. Męską dłonią w kobiecy policzek. Patrzę na króliki. One podchodzą do mnie, tulą się do nóg. I widzę, że tylko na lewej nodze mam pończochę. Królików nie lubię. Ich delikatność mnie przeraża. Pod sierścią tak ohydnie kruche mają kosteczki, że gdyby mocniej ścisnąć, to pękną jak kreda. Nie dotykam, bo zakrywam uszy. Czekam, aż źli ludzie odejdą. Niech wezmą pieniądze, dzieła sztuki. Niech zabiorą buty Augusta. Biedny August. Pewnie jego też zabili. Szewskim młotkiem w łeb. Pewnie leży teraz w kałuży krwi między sztybletami, sztifelami. Czekam do rana.

Fragment z Belfast News-Letter z dnia 12 sierpnia 1925 roku: „Profesor Rosen nigdy się nie ożenił, ale Fraulein Nuemann, która była gospodynią domową, podawała się za jego żonę. Miała nieślubną córkę, którą wiele lat wcześniej profesor zaadoptował. Felix Rosen zajmował prominentną pozycję w świecie nauki. Przez piętnaście lat piastował urząd kierownika w Instytucie Fizjologii Roślin Uniwersytetu Breslau. Należał także do miejskiej rady ogrodniczej. Był autorem wielu tekstów i książek o życiu roślin, jak choćby Natura w sztuce. Udokumentował również swoją naukową wyprawę do Abisynii w latach 1904-1905, gdzie niemieckim ministrem w Addis Abebie był wówczas jego brat”.

– Twoje powieki są jeszcze cięższe, a ty jeszcze dalej idziesz wstecz. Spójrz na włos na tarczy zegara. Weź wdech, zrób wydech. Dmuchnij i przesuń czas o dwadzieścia lat do tyłu. Jest 1904 rok, a twój profesor w Abisynii. Siedzisz przy sekretarzyku i czytasz od niego list. Co czytasz?

– Najdroższa moja Fraulein, moja kochana szlampko, mój ogniu, który pali przed, moja wodo, którą myję się po. Miesiąc już mija ekspedycji. Kraj ten jakże inny od tego, co znam. Inny nawet od afrykańskich. Nawet czas płynie inaczej. Każdy z dwunastu miesięcy ma dni trzydzieści, więc w roku przestępnym tworzy się miesiąc kolejny, który ma pięć lub sześć wzejść Słońca. A ponad dwieście pięćdziesiąt dni jest postnych. Ludzie tu bogu oddani i wiele kościołów stoi. Jedne drewniane, drugie w litych skałach wykute, jak świątynia w Lalibella na wzór tej jerozolimskiej. Inny niźli afrykański jest klimat także. Po prawdzie południe Abisynii suche i gorące, lecz na północy powietrze rześkie, a wieczory chłodne. Północ bardzo zielona. Ach, moja najdroższa hurko, wiedz, że flora tu zapiera dech w piersiach. W górach kwitną akacje, są wrzośce, pomidory mydlane, stroiczki wstydlinu. Nad Nilem papirusy, jukka, kawa, papaja. Na sawannie mimozy, baobaby, bawełna. Moimi zaś przewodnikami tubylcy. Ludzie ubodzy, acz szczerzy. Ale jest tu i brat mój, Friedrich, co pozwala mi zapoznawać także notabli. Przedstawiono mnie królowi Menelikowi II. Jutro przywitać się mam z młodziutkim Hajle Syllasje, w którym pokładane są nadzieje. Profeci mówią o nim Zwycięski Lew Plemienia Judy, mówią, że przemieni tę krainę. Kochana moja ściereczko, tęsknię do Ciebie. Pragnienia mam wielkie, a moja prawa dłoń świerzbi na wspomnienie twego lica. Oczy przymykam, Ty przede mną stoisz i czekasz, aż przymierzę, bo wiem, jak bardzo to lubisz. Zaklejam w tej kopercie swe gorące oddechy. Znaczek liżę powoli i przełykam klej. Tobie oddany, Felix.

Fragment z Miami Tribune z dnia 17 maja 1926 roku: „Ten sławny naukowiec, specjalista w dziedzinie systematyki roślin, biologii komórek, mykologii, autor rekonstrukcji wczesnośredniowiecznych, renesansowych oraz barokowych ogrodów przygotowanych specjalnie na Wystawę Stulecia w Breslau, upamiętniającą setną rocznicę pokonania Napoleona pod Lipskiem, organizował w swojej willi seksualne orgie rodem ze starożytnej Grecji i Rzymu. W toku prowadzonego śledztwa policja odnalazła przebrania oraz maski, a lokalna prasa porównywała orgie do bachanaliów. To, co działo się nocami, uczestnicy mieli opisywać jako kwintesencję rozpusty i wyuzdania. Przy Wichelhausstrasse 6 zbierał się cały półświatek Breslau. Nie dziwi tym samym przeszłość Frau Neumann. Kobieta była prostytutką, którą Felix Rosen przyjął na służbę do swojej willi”.

– Weź wdech, zrób wydech. A teraz zacznę odliczać, a ty przeliterujesz miłość. Od każdej litery napiszesz nowy wyraz. Sięgniesz jeszcze głębiej za słowo liebe. Szafirowy wdech i turkusowy wydech. Dziesięć, dziewięć.
– L jest jak loch, czyli dziura w jego sercu, w której się chowam.
– Osiem. Siedem.
– I jak pierwsza litera mojego imienia, którego nie chciał poznać.
– Sześć. Pięć.
– E to Eumenida. Grecka bogini zemsty.
– Cztery. Trzy
– B jak rzymska bachantka.
– Dwa.
– E niby echo wystrzału.
– Jeden.
Doktor Flatau usiadł naprzeciw Frau Neumann. Ona, otworzywszy oczy, zdawała się być wybudzona z głębokiego snu. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, gdzie jest, a także, iż mężczyzna naprzeciw to hipnotyzer, natomiast pozostali dwaj to medyk i szef policji. W komendzie, w której się znajdowali, panował zaduch, lecz ona czuła woń hibiskusa.
– Frau Neumann – zaczął powoli doktor Flatau. – Właśnie zdradziła pani wiele szczegółów dotyczących sprawy, a nawet powtórzyła słowa listu sprzed dwudziestu lat. Przyznała się pani, że jako ściereczka, była zazdrosna o inne prostytutki podczas orgii. Wyznała ponadto, że magazynek z nabojami, młotek i pończocha ukryte były w szopie z królikami, a gdy profesor panią policzkował, to jego prawa dłoń aż czerwieniała.
Na twarzy kobiety wylały rumieńce. Zawstydziła się i jednocześnie przestraszyła. Poczuła, jak pistolet przykłada ktoś teraz do jej głowy.
– Frau Neumann – zbliżył się doktor – przyznała się pani do zlecenia recydywiście zabójstwa profesora Felixa Rosena. Czy to prawda?
Kobieta spuściła wzrok i odpowiedziała:
– Tak.

,,We mgle” to cykl opowiadań Aleksandra Wenglasza, które odsłaniają nieznane karty z historii naszego miasta. Przeczytajcie również poprzednie opowiadania.

 

 

Bór podszyty mchem

Podziel się:
Udostępnienia

Zapisz się na cotygodniowy newsletter

Raz w tygodniu dostaniesz na swoją skrzynkę najlepsze artykuły z serwisu

FreshMail.pl