Czy nie marzy Wam się, aby odetchnąć wreszcie czystym, górskim powietrzem i aktywnie wypocząć z dala od miasta? Czarna Góra to jeden z najpopularniejszych stoków dla narciarzy z całej Polski, z wieloma zaletami, ale też i wadami. W tej części Sudetów większego ośrodka jednak nie ma. Śnieżnik przyciąga swoimi tajemnicami i rzuci na nas urok o każdej porze roku, choć na szczęście zimą nie spotkamy na szlaku tłumów turystów. Masyw Śnieżnika i Góry Bialskie kuszą także miłośników biegówek łącznie 300 kilometrami tras oraz zapraszają do odwiedzin po czeskiej stronie granicy. Dla wszystkich – narciarzy, snowboardzistów i zwolenników pieszych wędrówek – świetną bazą wypadową będzie Stronie Śląskie. A zatem w drogę!

Czarna Góra narty

Najdłuższa trasa B zaczyna się na szczycie Czarnej Góry (1205 m n.p.m.). Fot. Maciej Leśnik

Stoki narciarskie Czarna Góra

Do Siennej przyjeżdżam w niedzielę, w okresie ferii szkolnych. Ze Stronia Śląskiego nie kursują busy pod stok, dlatego staram się pojechać autostopem. Większość kierowców jadących w stronę Czarnej Góry pokazuje mi gestem ręki, że nie ma miejsca w samochodzie. Spory parking na miejscu jest pełny, w ośrodku narciarskim dominują rodziny z dziećmi. Słońce chowa się za chmurami, aby za chwilę wychynąć za nich. Nie ma mrozu ani opadów, jest przyjemna pogoda.

Tutaj spotyka mnie pierwsza, pozytywna niespodzianka. W takim terminie i przy takich warunkach spodziewałbym się marnowania czasu w irytujących kolejkach do kas, po sprzęt i na wyciąg, a potem jazdy wśród tłumów na stoku. Nic z tych rzeczy. Wypożyczalni jest sporo. Wyciągów funkcjonuje łącznie 13, w tym trzy krzesełkowe. Ustawiam się w kolejce do najpopularniejszego z nich nazywanego ,,Efką”. Przez cały dzień wjadę tym wyciągiem jeszcze przynajmniej 10 razy, mimo to prawie zawsze czekam tylko kilka minut. Cztery osoby zabiera na górę w cztery minuty.

Czarna Góra narty

,,Efka” zabiera nas na początek trasy G. Fot. Maciej Leśnik

Jeżeli byliście kiedyś w Szklarskiej Porębie na stokach Szrenicy i wjeżdżaliście przestarzałym wyciągiem na ,,Puchatka”, od razu docenicie różnicę. Gospodarzom ośrodka ,,Czarna Góra” nie można odmówić inwestycji w infrastrukturę. Od sezonu 2016/2017 została oddana do użytku Luxtorpeda. 6-osobowa kolejka pokonuje 380-metrowe wzniesienie w 3,5 minuty i zawozi narciarzy na sam szczyt Czarnej Góry, skąd zaczynają się najtrudniejsza trasa A i najdłuższa trasa B.

Czarna Góra mapa

Czarna Góra mapa stoków

Wróćmy do (braku) kolejek na dole. Nie ma w tym przypadku, ponieważ ośrodek rzeczywiście wyróżnia się liczbą i różnorodnością tras w całych Sudetach. Początkujący mają do wyboru nie jeden, a kilka stoków, na tyle szerokich, by przypomnieć sobie, jak się jeździ. Najbardziej pochlebne recenzje Czarnej Górze wystawiają rodziny z dziećmi. Na terenie ośrodka mają dla siebie kilka Polan, które zapaleni narciarze unikają albo potraktują jako jednorazową rozgrzewkę. Różnica wysokości na tych trasach jest niewielka – od 15 do 60 metrów. Rzuca się w oczy duża liczba szkółek narciarskich. Bez problemu znajdziemy instruktora, któremu powierzymy naukę naszego dziecka, podczas gdy sami będziemy mogli szusować po większych stokach.

Od tych zachwytów muszę przejść do rozczarowań.

Spotkałem się z opinią, że Czarna Góra nie jest stokiem dla średniaków i jest ona bardzo trafna. Absolutni nowicjusze mają do dyspozycji kilka tras i nic więcej nie potrzebują. Na tych samych stokach osoby, które mają za sobą chociaż jeden sezon na nartach, będą się zwyczajnie nudzić. Pokonanie trasy G (od niej zaczęliśmy) to dla nich 1-2 minuty jazdy.

Czarna Góra narty

Fot. Maciej Leśnik

W poszukiwaniu większych wrażeń będą musieli pojechać na inne, o wiele trudniejsze stoki. Ten fakt oraz funkcjonowanie szybkiej i nowoczesnej Luxtorpedy powoduje, że na szczyt góry trafia bardzo dużo narciarzy i snowboardzistów, z których znaczna część sobie nie poradzi  i będzie stanowić zagrożenie dla siebie i innych. Nie jest to jednak tylko ich wina. Najczęściej powtarzanym tej zimy zarzutem wobec Czarnej Góry jest stan przygotowania tras i muszę się pod nim podpisać.

Stok otwiera się o 9.00 i działa nieprzerwanie do 16.00, kiedy na pół godziny jest wyłączony z użytkowania i wyrównywany ratrakami, jednak trasy pozostawiają wiele do życzenia już dużo wcześniej. Około godziny 12.00 trudniejsze stoki są zajeżdżone, a górne partie – wyszlifowane i oblodzone. Na całej długości i szerokości usypują się też muldy i zaspy. Na wąskim stoku, gdzie łatwo nabrać prędkość, takie niespodzianki windują niebezpieczeństwo do wysokiego poziomu ryzyka.  Jednodniowe ubezpieczenie dla amatorów kosztuje tylko kilka złotych, co nie oznacza, że chciałbym z niego korzystać. Wybieram się więc na rzadziej uczęszczany Żmijowiec, gdzie mamy do wyboru trasy E i F.

Czego jeszcze brakuje Czarnej Górze? Na pewno atmosfery kurortu. Doskonale znają ją miłośnicy nart, którzy choć raz pojechali w Alpy. Ośrodki w Austrii i Włoszech tętnią życiem dzięki restauracjom, knajpkom i licznym wydarzeniom typu Apres Ski, które dla niektórych stają się nawet ważniejsze niż jazda na stoku. W Czarnej Górze można łatwo wypożyczyć sprzęt, za to znacznie trudniej znaleźć miejsce, gdzie można zrobić sobie przerwę, usiąść, ogrzać się i posilić. Miałem okazję jeździć po czeskiej stronie granicy – tam jedzenie jest znacznie lepsze i tańsze.

Apropos cen. Karnety 7-godzinne kosztują 95 złotych, stosunkowo drogo, ale porównywalnie do ośrodków na stokach w Szklarskie Porębie i Zieleńcu. Dla spragnionych zimowego szaleństwa bardzo korzystna cenowa jest możliwość wykupienia karnetu na 13 godzin. Dopłacając zaledwie 10 złotych można jeździć 22.30. Oświetlone są popularne trasy G i H, najdłuższa trasa B oraz Polany. Tzw. jazda nocna będzie możliwa tylko do końca sezonu wysokiego, czyli 4-5 marca. Od następnego dnia zaczyna się sezon niski – ceny karnetów spadną wówczas do 55 zł.

 

Inne ośrodki narciarskie w okolicy Czarnej Góry

 

Szlaki na Śnieżnik – w chmurach i ponad chmurami

Śnieżnik

Fot. Alicja Kukła

Rześki wiatr na twarzy, chrzęst śniegu pod stopami, wspaniałe widoki jak okiem sięgnąć, a wieczorem ciepło i smak posiłków, i wieczornych rozmów w schronisku. Czy Wam również marzy się, aby oderwać się od miejskiej rzeczywistości i wyruszyć z plecakiem na wędrówki? W górach poczujesz, że żyjesz. Dni będą coraz dłuższe, nie trzeba obawiać się, że zmrok zastanie nas wcześnie na trasie. O tej porze roku także turyści nie odwiedzają jeszcze tłumnie szlaków. Nie potrzeba więcej argumentów. Wystarczy zaplanować trasę i spakować plecak. Zacznijmy od tego pierwszego.

Ze Stronia Śląskiego wszystkie drogi prowadzą na Śnieżnik. To najwyższy punkt Sudetów Wschodnich (1426 m. n.p.m.) i tajemnicza góra, która przyciąga miłośników wędrówek o każdej porze roku. Płaski szczyt na pograniczu polsko-czeskim jest niczym panorama 360 stopni. Przy dobrej pogodzie rozciąga się stąd widok na cały masyw po obu stronach granicy. Dobra pogoda nie jest jednak tutaj częstym gościem. Alicja Kukła była na Śnieżniku już 4 razy, za każdym – wchodziła na szczyt w nieco innych warunkach.

– Aura jest nie do przewidzenia. Pogoda bardzo często się zmienia, a na górze wieje mocny wiatr. Tym razem nie trafiliśmy na dobrą widoczność. Dopiero kiedy schodziliśmy ze Śnieżnika, niebo rozpogodziło się i mogliśmy podziwiać widok gór i schroniska na tle zachodzącego słońca. Innym razem z kolei zdarzyło mi się, że na szczycie byliśmy ponad linią chmur  – opowiada o swoich wrażeniach.

Śnieżnik

Fot. Alicja Kukła

Razem z chłopakiem i zaprzyjaźnioną parą wybrali się na dłuższy wyjazd. Proponowana trasa obejmuje cztery dni z trzema noclegami w schroniskach. Ze Stronia Śląskiego skierowali się na Igliczną. Dopiero na drugi dzień zaplanowali zdobycie Śnieżnika, a na czwarty – powrót do Wrocławia. Jeżeli nie możecie pozwolić sobie na tak długi wyjazd i musicie ograniczyć go do weekendu, możecie skierować się od razu na Śnieżnik (żółtym szlakiem – wtedy koniecznie odwiedzając po drodze Jaskinię Niedźwiedzią) oraz zrezygnować z dodatkowej wycieczki trzeciego dnia. Przy warunkach zimowych i całym uroku gór o tej porze na jeden dzień jechać nie warto.

Pierwszy dzień. Przyjeżdżamy do Stronia Śląskiego (490 m. n.p.m.) i znajdujemy początek zielonego szlaku na Igliczną (779 m. n.p.m.). Idziemy uliczkami miasta do momentu, kiedy znaki wskażą nam ścieżkę do lasu. Trasa wśród drzew jest typowo spacerowa. Dochodzimy do Przełęczy pod Chłopkiem (733 m. n.p.m.), a potem Przełęczy Puchaczówka (895 m. n.p.m.). Stąd możemy dotrzeć na Igliczną dwiema różnymi trasami. Ala ze znajomymi zdecydowali się na łatwiejszy wariant (niebieski szlak), drugi wiedzie przez znaną już nam Czarną Górę (zielony/czerwony szlak). Przez cały dzień pokonamy długą trasę, ale nie musimy obawiać się ciężkich podejść. Na górze czeka Schronisko na Iglicznej, a tam bardzo dobre jedzenie. Za 35 złotych dokupimy obiadokolację i śniadanie, smaczne i w porcjach, które zaspokoją każdy głód.  Nieopodal Schroniska znajduje się Sanktuarium ,,Maria Śnieżna” (Igliczną często nazywa się również w ten sposób).

Drugi dzień. Po obfitym śniadaniu obieramy na cel Śnieżnik. Najpierw schodzimy do miejscowości Międzygórze, ostrożnie, ponieważ pod śniegiem może być lód. Podejście pod Śnieżnik jest specyficzne – za rogatkami miejscowości czerwony szlak zaczyna się najpierw dość pochyłym podejściem w lesie między korzeniami drzew. Potem prowadzi nas łuk szerokiej drogi. Ostatni dłuższy etap przed Schroniskiem PTTK na Śnieżniku (1213 m. n.p.m.) znów jest nieco bardziej stromy. Pojawia się też śnieg, w niektórych miejscach po kolana. Trasa na pewno pozwoli nam się zmęczyć, ale szlak jest do przebycia dla dobrze przygotowanej osoby nawet o przeciętnej sprawności fizycznej. W schronisku możemy zrzucić ciężkie plecaki i bez nich zdobywać upragniony Śnieżnik (1426 m. n.p.m.).

Trzeci dzień. Propozycja dodatkowego wyjścia w góry dla ambitnych, czyli na Trójmorski Wierch (1145 m. n.p.m.). Na niebieskim szlaku jest o wiele więcej śniegu i znacznie mniej osób – za to większość w rakietach. Tego samego dnia musimy wrócić do Schroniska na Śnieżniku, dlatego naturalnym ograniczeniem jest też pora zmierzchu. Warto wyruszyć z zapasem czasu, czyli najpóźniej o 8.30, 9.00.
Czwarty dzień. Wracamy przez Kłodzko do Wrocławia. Tabliczki do Stronia Śląskiego pokazują ze Schroniska 4,5 godziny, co zimą może wydłużyć wędrówkę nawet do 6 godzin. Jeżeli mamy mniej czasu, wybierzmy powrót do Międzygórza, który zajmie nam o połowę mniej czasu.

Śnieżnik

Fot. Alicja Kukła

O czym warto pamiętać, co ubrać na siebie i spakować do plecaka?

Alicja Kukła: Bez mapy ani rusz. Oznaczenia szlaków nie zawsze są dobrze widoczne. Kolejna sprawa to planowanie czasu pokonania poszczególnych fragmentów. Czasy podane na mapach i tabliczkach nie rozróżniają pory letniej i zimowej. Przy kilkugodzinnych odcinkach trzeba doliczyć minimum godzinę, aby zdążyć bez pośpiechu przed zmrokiem. Na wszelki wypadek lepiej wziąć latarkę czołówkę. Na trasie nie ma większych zasp, jest za to ślisko. Przydają się kijki trekkingowe. Bardzo praktyczną rzeczą są raczki, czyli blaszki z kolcami, które można przymocować paskiem parcianym do buta. Można je kupić w Internecie za nie więcej niż 50 złotych.

Konrad Łakomy: Nie trzeba wydawać pieniędzy na raki – profesjonalne buty dla wspinaczy kosztowałyby nas przynajmniej 300 złotych. Dobre buty to podstawa. Buty górskie, ale letnie często mimo membrany szybko przesiąkają i nie zapewniają takiej przyczepności do podłoża. Musimy brać pod uwagę szybkie wychładzanie się organizmu, dlatego bezcenna jest bluzka termoaktywna. Podczas energicznego marszu na trasie produkujemy dużo ciepła, które taka bielizna zatrzymuje. Ogromny komfort zapewniają stuptuty, czyli ochraniacze na łydki i buty. Nawet jeżeli noga zapadnie nam się w śniegu, nie wpadnie on nam do buta. W Skalniku kosztują ok. 65 złotych.

Narciarstwo biegowe – po polskiej i czeskiej stronie

Nie będę przekonywał Was o wyższości narciarstwa zjazdowego i wędrówek pieszych nad narciarstwem biegowym. Tym bardziej, że w Masywie Śnieżnika (po czesku – Králický Sněžník) i Górach Bialskich (Rychlebské hory) jest aż 300 kilometrów oznakowanych i ratrakowanych szlaków dla miłośników biegówek! Na tych najbardziej doświadczonych czekają trasy z długimi podjazdami i zjazdami, ale ci, którzy preferują bardziej rekreacyjne odcinki, też znajdą coś dla siebie. Poradzą sobie tutaj też początkujący narciarze i rodziny, które zabrały na wyjazd małe dzieci. Na trasę możecie wyruszyć z kilku miejscowości położonych w okolicy Stronia Śląskiego – od Siennej przez Kletno, Bolesławów, Kamienicę, Nową Morawę aż po Bielice.
Najmłodsi i najmniej zaawansowani narciarze mogą rozpocząć swoją przygodę z biegówkami od Bielic, gdzie można zaparkować samochód przy wyciągu narciarskim, przy leśniczówce lub na leśnym parkingu kawałek dalej. Proponowany szlak zaczyna się i kończy w Bielicach i prowadzi nas malowniczą doliną rzeki Białej Lądeckiej. Na Pętli Biały Spław łączy się z czeskimi szlakami Velky Sengen i Maly Sengen (o czeskich szlakach piszę poniżej). Warto wiedzieć, że około 800 m za leśniczówką znajduje się stadion o długości około kilometra. Służy on nowicjuszom i rodzinom, które uczą pierwszych kroków na nartach swoich dzieci.

Sudety Wschodnie oferują wiele ciekawych tras dla bardziej wymagających, które wysiłek i  niedługie strome odcinki wynagradzają wspaniałymi widokami. Warto polecić szlak ze Żmijowca przez Przełęcz Śnieżnicką do Schroniska na Śnieżniku. Na Żmijowiec wjedziemy kolejką krzesełkową z ośrodka narciarskiego ,,Czarna Góra“ w Siennej. Z górnej stacji jedziemy w kierunku Żmijowej Polany. Łatwa i bogata w widoki trasa prowadzi grzbietem Żmijowca. Strome podejście czeka nas dopiero między Przełęczą a schroniskiem. Aby urozmaicić wycieczkę, proponujemy wrócić do Siennej przez Janową Górę. Do Siennej zjeżdżamy wzdłuż drogi asfaltowej.

Więcej polskich tras, ich szczegółowy przebieg i poziom trudności można sprawdzić na portalu Stronia Śląskiego. O mapy możecie zapytać w Urzędzie Miejskim, w Centrum Edukacji, Turystyki i Kultury, w siedzibie PTTK, w Galerii Morawka, także w ośrodku narciarskim w Czarnej Górze.

Na biegówkach do Czech

Fot. www.paprsek.cz

Fot. www.paprsek.cz

Warto wybrać się również na drugą stronę granicy do naszych sąsiadów. Na południe od Bielic szlak zaprasza nas do czeskiego ośrodka Snowpark Paprsek. który regularnie ratrakuje 70 km tras aż do polskiej granicy takich jak Malá Pralinka, Pohádka, Malý Šengen. Siedem pętli zbiega się na rozległej polanie Palaš rozpościerającej się 500 m od schroniska. Możemy dostać się tutaj z kilku stron. Pierwsze rozwiązanie to zostawienie auta w Bielicach i pokonanie 5-kilometrowej trasy o własnych siłach. Możemy też przyjechać samochodem w bezpośrednie pobliże Palaš – przez Nową Morawę, Malé Vrbno i Velké Vrbno. Obok parkingu jest stok narciarski, skąd kolejką krzesełkową wjedziemy pod schronisko Paprsek.

Jeżeli marzą nam się wspaniałe panoramy i czeskie doliny w jednym, a na nartach biegamy od lat, warto przekroczyć granicę na Przełęczy Puchacza. Znajduje się ona na południe od Schroniska na Śnieżniku, w połowie drogi do Trójmorskiego Wierchu. Trasa biegnie zboczem Małego Śnieżnika. Po zachodniej stronie mamy widoki na Góry Bystrzyckie, Góry Orlickie i Nysę Kłodzką. Po wschodniej, czeskiej stronie zbocza, od Przełęczy Puchacza dzieli nas raptem 5 km do ośrodka narciarskiego Relax & Sport Resort Dolni Morava z unikalną wieżą widokową. To zarazem tylko fragment długiego i malowniczego czerwonego szlaku, który sięga 22 km na południe aż do miejscowości Šanov.