Rzymianie gardzili barbarzyńcami żyjącymi poza granicami Cesarstwa – w Barbaricum. Mimo tego ów dziki teren budził fascynację. Działo się tak za sprawą bursztynu, za którym posyłano liczne karawany. Rzymscy kupcy docierali też na tereny obecnego Wrocławia.

Mieszkańcy imperium nazywali bursztyn lyncurium, co w wolnym tłumaczeniu oznacza mocz rysia. Wierzono, że ta kopalna żywica jest skamieniałym moczem tego drapieżnika. Drugą równie popularną nazwą bursztynu było złoto północy.

Dlaczego bursztyn?

Surowiec ten od zawsze był kojarzony z gorącem. Rzymianie wierzyli, że posiada magiczną siłę i może dawać energię. Gdy dotkniemy jakiegokolwiek szlachetnego kamienia, odczuwamy chłód, bursztyn natomiast jest ciepły. Z tego powodu znalazł zastosowanie w medycynie. Rzymianie uważali, że choroby biorą się z braku równowagi między żywiołami: wodą, ziemią, powietrzem i ogniem. Złoto północy miało w znakomity sposób przywracać właściwy balans.

Największe pokłady bursztynu odnajdziemy w basenie Morza Bałtyckiego, a także na Ukrainie. Odległość dzieląca Rzym od złóż surowca (około 2000 km) oraz właściwości bursztynu sprawiały, że już od początku istnienia starożytnego Rzymu był on towarem luksusowym. Figurki wykonane z lyncurium często przewyższały swoją wartością dobrze zbudowanego niewolnika.

Źródło: wikipedia.org/wiki/Szlak_bursztynowy

Partynicki skarb bursztynowy

Na początku XX wieku we Wrocławiu ruszyła budowa Hali Stulecia. Na miejscu wyznaczonym do powstania tego wielkiego obiektu stał już dość popularny tor wyścigów konnych. Postanowiono zatem przenieść hipodrom na południową granicę miasta, do wsi Partynice. To właśnie w trakcie jego budowy w czerwcu 1906 roku dokonano niesamowitego odkrycia. Oczom robotników ukazała się jama wypełniona bursztynem o łącznej masie 400-600 kg. Największe bryła ważyła blisko 1,3 kg i trafiła do rąk cesarza Wilhelma II. Resztę sprzedano lub przekazano Śląskiemu Muzeum Rzemiosła Artystycznego i Starożytności (już nieistniejące).

Na następne znalezisko trzeba było czekać trzy dekady. Jesienią 1936 roku w trakcie budowy drogi dojazdowej do nowo powstającej autostrady, w odległości zaledwie 50 metrów od poprzednio odkrytej jamy, natrafiono na kolejne dwa doły wypełnione bursztynem. Po oczyszczeniu archeolodzy wyliczyli, że łącznie znaleźli 841 kg złota północy. Skarby te stały się niezbitym dowodem na to, że w czasach starożytnych Wrocław (a raczej osada znajdująca się na jego miejscu) był jednym z ważniejszych punktów handlowych bursztynowego szlaku.

Co stało się ze znaleziskami? Część została przekazana władzom miasta na wykonanie nazistowskiego łańcucha dla burmistrza, reszta uległa zniszczeniu w czasie Festung Breslau. Jedynie niewielki fragment dawnego skarbu możemy obecnie podziwiać we wrocławskim Muzeum Archeologicznym.

W pogoni za złotem północy

Istniało kilka tras szlaku bursztynowego. Jedna z głównych nitek rozpoczynała się w rzymskiej Akwilei, przekraczała Alpy, Wiedeń, Brno, rejon współczesnego Kłodzka, Wrocławia, Kalisza i Konina, by następnie przechodzić w okolicy Pruszcza Gdańskiego, a stamtąd zmierzać wprost do Bałtyku. Podróż zajmowała z reguły 7 tygodni.

Jednym z zachowanych pisemnych dowodów na wyprawy Rzymian do Polski w I wieku n.e. jest relacja Pilniusza Starszego. Pisał on: „Żyje jeszcze ekwita rzymski wysłany dla zdobycia bursztynu przez Julianusa, zarządzającego igrzyskami gladiatorskimi cesarza Nerona. Odwiedził on miejsca handlowe i wybrzeża, przywożąc ogromne ilości bursztynu. Waga największej bryły sięgała 13 funtów” (4,75 kg po odrzuceniu zbędnych minerałów – przyp. red.).

Źródła podają, że z kamienia tego wykonano później ozdoby do siatek oddzielających trybuny od zwierząt, a także broń i opancerzenie gladiatorów. Użycie złota północy w igrzyskach miało świadczyć o potędze Nerona i jego imperium.

Publiusz Korneliusz Tacyt w dziele „Germania” pisał o ludach Estiów (Bałtów). To właśnie tam odnajdziemy fragment mówiący o tym, jak cenny był dla Rzymian bursztyn: „[Estiowie] przeszukują też morze i zbierają na mieliznach oraz na samym brzegu bursztyn. Jaka jest jego natura i przyczyna – nie pytają i nie wiedzą, jak to barbarzyńcy. Długo musiał on leżeć wśród tego, co wyrzuca morze, póki nasze umiłowanie nie nadało mu nazwy”.

Jak widać, Barbaricum kusiło swoim bogactwem bez względu na to, jak mocno imperium gardziło jego mieszkańcami.

Wojciech Kosek