Za Śląskiem Wrocław ciągną się grzechy przeszłości. Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie orzekł, że kontrakt Sebino Plaku  został rozwiązany z winy klubu i zawodnikowi należy się odszkodowanie. Albański piłkarz rozegrał w barwach Śląska 37 spotkań, ostatnie prawie dwa lata temu.

 

Śląsk Wrocław

17 sierpnia 2014 roku Sebino Plaku wszedł z ławki na ostatnie sześć minut spotkania między Śląskiem i Cracovią. Od tego momentu w barwach wrocławskiego klubu nie pojawił się na boisku ani razu.

1 sierpnia Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) wydał wyrok na niekorzyść Śląska uznając, że szykanował swojego ówczesnego piłkarza. Nie podtrzymał tym samym decyzji Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy Polskim Związku Piłki Nożnej, która przychylała się do stanowisku klubu. Orzeczenie CAS jest ostateczne.

Ile Śląsk zapłaci Sebino Plaku?

Trybunał w Lozannie przyznał piłkarzowi rację i prawo do odszkodowania, nie ustalił jednak jego wysokości. Plaku będzie dochodził go w odrębnym postępowaniu przed organami PZPN albo FIFA. Albańczyk otrzyma setki tysięcy złotych. Skąd wynika ta astronomiczna suma?

Śląsk obowiązywała umowa z Plaku do czerwca 2016 roku. W lutym 2015 roku, na podstawie skargi zawodnika, Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych rozwiązała kontrakt ze skutkiem natychmiastowym, a zatem kilkanaście miesięcy przed jego upływem. Izba nie orzekła jednak o winie klubu, przez co Śląsk nie musiał dalej płacić piłkarzowi.

Umowa gwarantowała Plaku wynagrodzenie w wysokości około 50 tys. złotych miesięcznie. Łatwo więc policzyć, że gdyby ją wypełnił, zarobiłby co najmniej 800 tysięcy. Plaku będzie mógł powiększyć roszczenie o odsetki od tej kwoty. Niewykluczone, że będzie domagał się ponadto naprawienia szkody z tytułu narażania zdrowia albo dobrego wizerunku. Łączna kwota, którą wypłaci Śląsk byłemu piłkarzowi, może więc przekroczyć milion złotych!

Miłe złego początki

Sebino Plaku został kupiony przez Śląsk w czerwcu 2013 roku. Albańczyk przychodził do Wrocławia jako zawodnik już 28-letni, który poza epizodem i jednym meczem w Norwegii, całą karierę spędził w rodzimej lidze. Śląsk zaoferował mu trzyletni kontrakt.

Plaku szybko trafił na usta kibiców. Najgłośniej skandowali jego nazwisko 1 sierpnia, kiedy Śląsk grał w eliminacjach Ligi Europy z belgijskim FC Brugge. Na oczach 17 tysięcy widzów na stadionie we Wrocławiu w 64. minucie Plaku wybiegł na pełnej szybkości naprzeciwko bramkarza przeciwnika i fantastycznym lobem przerzucił piłkę nad rywalem. Dzięki bramce Albańczyka Śląsk wygrał 1:0, co w kontekście remisu 3:3 w rewanżu przesądziło o awansie i niespodziance, gdyż tak odebrano wyeliminowanie Belgów. 

Dwa tygodnie później Plaku znów był bohaterem Śląska, tym razem w meczu Pucharu Polski ze Stalą Stalowa Wola. Pięć minut przed końcem spotkania wrocławianie przegrywali 0:1 i byli poza burtą rozgrywek. Po dwóch asystach skrzydłowego najpierw doprowadzili jednak do remisu, a po dogrywce zwyciężyli 3:1.

Droga od nieba do piekła

Pierwszymi udanymi występami Sebino Plaku postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę, do której przez cały pozostały pobyt w klubie nie był już w stanie doskoczyć. Spisywał się poniżej oczekiwań. Na pozycji środkowego napastnika lub skrzydłowego zagrał ponad 1300 minut i zdobył tylko jednego gola. W trakcie rozgrywek w lutym ze Śląska został zwolniony szkoleniowec Stanislav Levy, który pracował wcześniej wspólnie z Plaku w Skenderbeu Korce i stamtąd ściągnął piłkarza do Wrocławia.

U nowego trenera Albańczyk pojawiał się na boisku sporadycznie, by w sezonie 2014/2015 rozegrać w lidze raptem 19 minut. Władze klubu stwierdziły, że Plaku nie jest wart swoich wysokich zarobków. Po roku od podpisania trzyletniej umowy przedstawiły mu żądanie obniżenia zarobków o… połowę. Kiedy zawodnik odmówił, klub postanowił wymusić na nim rozwiązanie kontraktu.

Dla Plaku nie było odtąd miejsca w 18-osobowej kadrze na mecze pierwszej drużyny. Zawodnik był wysyłany na treningi trzecioligowych rezerw, na zajęcia z dziećmi czy rozdawanie ulotek pod pozorem udziału w akcjach marketingowych Śląska. Za najmniejsze spóźnienia otrzymywał kary dyscyplinarne. Piłkarz trenował trzy razy dziennie, np. biegając po lesie. Klub tłumaczył intensywne zajęcia metodami trenerskimi i koniecznością odbudowania formy Albańczyka po kontuzji.

Sfrustrowany piłkarz wystąpił ze skargą do Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych, która przyjęła karkołomne wyjaśnienia Śląska. Nie przesądziła też, która ze stron sporu ponosi winę za rozwiązanie kontraktu. Zawodnik odwołał się więc do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie i ostatecznie wygrał sprawę.