W drugim odcinku cyklu o najważniejszych postaciach wrocławskiego hip-hopu, przybliżamy sylwetkę Tymona Smektały, pioniera lokalnej sceny i jednego z najbardziej nietuzinkowych MC w kraju. Bo ze świecą szukać innego rapera, który byłby jednocześnie dziennikarzem, doktorem ekonomii czy wreszcie producentem gier komputerowych.

Tymon Smektała

archiwum prywatne

Oto ja, ten gościu, co wymyślił 71 – rapuje Tymon na płycie producenckiej Magiery i Lulka z 2000 roku. Gwoli ścisłości, „71” to slangowe, popularne przede wszystkim w środowisku hip-hopowym (ale nie tylko), określenie stolicy Dolnego Śląska. Ale wkład tego rapera w rozwój wrocławskiej sceny nie kończy się tylko na wymyśleniu synonimu dla nazwy naszego miasta.

– Pierwsze rzeczy zacząłem pisać i nagrywać w drugiej połowie lat 90-tych, zajarany, jak większość dzieciaków wtedy, programami typu „Yo! MTV Raps”, Wu-Tang Clanem i Cypress Hill. Pierwszy utwór, który nagraliśmy, to chyba „Zimny drań”, z samplem z „Już taki jestem zimny drań” Fogga. Nigdy się nie ukazał i niestety nie udało mi się już tego kawałka odnaleźć – wspomina Tymon Smektała.

Za to jednym z pierwszych numerów Tymona, który wychodzi na światło dzienne pod koniec XX wieku, jest nagrany wspólnie z Wueszem (jednym z najbardziej aktywnych wówczas wrocławskich raperów) „Miejski szyk”. Utwór niemal z miejsca staje się hip-hopowym hymnem stolicy Dolnego Śląska.

Przełom stuleci to czasy, gdy hip-hop w naszym mieście dopiero raczkuje, a pierwsze, wydawane własnym sumptem płyty można dostać na stoisku muzycznym w Domu Handlowym Podwale, które stanowi swoistą Mekkę dla wrocławskich słuchaczy rapu.

– Wszyscy się znaliśmy i razem próbowaliśmy pchać ten wózek do przodu. Wydaje się, że duży wpływ na to mieli ci wykonawcy, którzy pojawili się jako pierwsi. Zawsze tak jest, że pionierzy wyznaczają kierunek. Wtedy nie było wątpliwości, że brzmienie Wrocławia to Magiera, a klimat tekstów to ja, Roszja, Jot, Wuesz – wylicza Tymon.

W 1999 roku wychodzi pierwszy album rapera (posługującego się wtedy ksywką T?mon), czyli wydany jako nielegal „Szelma”. Tymon daje się poznać szerszemu audytorium jako inteligentny i umiejący bawić się słowem tekściarz, świetnie odnajdujący się na bitach Magiery, a utwory takie jak „Ooops! wpadka” czy „Tyle słońca (w całym mieście)” szybko wchodzą do kanonu polskiego rapu.

W tamtych czasach wrocławianin łączy rapowanie z dziennikarstwem muzycznym, publikując m.in. w „Klanie”, opiniotwórczym magazynie hip-hopowym.

– To wszystko była jedna zajawka. Kiedy masz dwadzieścia parę lat, jesteś w stanie robić wiele rzeczy na raz. Inna sprawa, że trzeba się kiedyś określić, zdecydować i postawić na jakąś kartę. Co ciekawe, zawodowo przez długi czas byłem dziennikarzem, choć profesjonalnie pisałem o czym innym – o grach komputerowych – tłumaczy Smektała.

I to właśnie w „Klanie” pojawia się niezbyt przychylna recenzja płyty Wzgórza Ya-Pa 3, napisana przez Tymona. To daje asumpt do jednego z pierwszych beefów (czyli konfliktów na tle artystycznym, wywodzących się właśnie z hip-hopu) w polskim rapie. Kielecki zespół atakuje werbalnie wrocławianina w utworze „Fast food”, na co Tymon odpowiada kawałkiem „Tyle snów”.

– Mówiąc szczerze, nie za bardzo rozumiałem, w co się pakuję. Dla mnie taki beef, to był po prostu pojedynek na to, kto wymyśli lepszy tekst, dla chłopaków z Kielc raczej coś innego. Pamiętam telefony z pogróżkami, historie typu „stoimy pod twoimi drzwiami, zaraz robimy wjazd” itd. Koniec końców skończyło się w czasie jednej z edycji hip-hopowego festiwalu w Opolu. Trudno powiedzieć, żebyśmy się pogodzili, ale wypiliśmy wspólnie z Boriksonem „pięćdziesiątkę” i poszliśmy każdy w swoją stronę – opowiada Smektała.

Rok 2000 to czas, gdy nakładem wytwórni T1-Teraz ukazuje się album „Świntuszenie”, nagrany przez Tymona pod pseudonimem Świntuch. Płyta, jak łatwo się domyślić, w całości kręci się wokół seksu i wzbudza spore kontrowersje, przede wszystkim za sprawą dość obscenicznych tekstów.

Ówczesne, dość konserwatywne i niezbyt otwarte na eksperymenty środowisko hip-hopowe nie jest gotowe na wydawnictwo, inspirowane m.in. tym, co w USA robi grupa 2 Live Crew. Dlatego też „Świntuszenie”, eufemistycznie mówiąc, nie spotyka się z ciepłym przyjęciem słuchaczy. Styl Świntucha parodiuje za to O.S.T.R. na swojej freestyle’owej płycie „30 minut z życia”, w kawałku, w którym naśladuje także Abradaba, Fisza i Fokusa. Co by nie mówić, to swego typu wyróżnienie i oznaka zauważenia.

Zupełnie inaczej rzecz się ma z wydanym dwa lata później, nakładem Blend Records, albumem „Zmysłów 5”. Znakomite, dojrzałe teksty Tymona (który poprawia także dykcję i flow) znów spotkykają się ze świetnymi, bogato czerpiącymi z jazzu czy soulu podkładami Magiery, owocując jedną z najlepszych płyt w 2002 roku. A przypomnę, że to czas obfitujący w wybitne wydawnictwa (by wspomnieć choćby „Muzykę klasyczną” Pezeta i Noona, „Tabasko” O.S.T.R.-a czy „We własnej osobie” WWO).

„Zmysłów 5” zbiera wiele pochlebnych opinii i do dziś uznawane jest za najważniejszą płytę w karierze wrocławskiego MC. A utwory takie jak „Oto ja”, „Nie pompuj stypy” (gdzie Tymona na mikrofonie wspierają Roszja i Jot) czy tytułowy kawałek bez uszczerbku przetrwają próbę czasu i nawet po 15 latach brzmią świeżo i po prostu bardzo dobrze.

– Wszystkie swoje albumy bardzo lubię i wszystkie zdarza mi się raz do roku przesłuchać. Co ciekawe, najrzadziej wracam chyba do „Zmysłów 5”, czyli jakby nie patrzeć, najbardziej popularnej mojej płyty. Częściej słucham z sentymentu „Szelmy” czy dla poprawy humoru „Świntucha” – przyznaje Smektała.

Na kolejną porcję nowego rapu od Tymona przychodzi słuchaczom czekać bardzo długo, bo aż do 2008 roku. Wtedy to, pod egidą Asfalt Records, ukazuje się EP-ka o jakże aktualnym dziś tytule „Oddycham smogiem”. To znów, jeśli chodzi o warstwę muzyczną, efekt współpracy z Magierą (a także Małym72 i – w jednym utworze – Igorem Pudło ze Skalpela) i zarazem album odchodzący brzmieniowo od klasycznego hip-hopu w kierunku innych gatunków (jak nu jazz czy downtempo).

Kameralny, króciutki (niespełna 30-minutowy) materiał to zdecydowanie najdojrzalsza i – przynajmniej moim zdaniem – najlepsza pozycja w dyskografii wrocławskiego MC.

Po tym mini-albumie Tymon niemal zupełnie znika ze sceny hip-hopowej, poświęcając się pracy zawodowej i jedynie bardzo sporadycznie nagrywając nowe zwrotki czy koncertując z zespołem Miloopa.

– Mam całkiem często chęć nagrania czegoś, ale nie wiem, czy uda się jeszcze znaleźć czas, moment na stworzenie całego albumu. Żeby to miało sens, musiałoby być przemyślane i dopilnowane od początku do końca, a o takie skupienie będzie naprawdę trudno – mam ciekawą, angażującą pracę (obecnie Tymon pracuje we wrocławskiej firmie Techland, wiodącym producencie gier komputerowych, wydawcy m.in. „Dying Light” czy „Dead Island” – przyp. red.) i rodzinę. Ale nigdy nie mów nigdy, prawda? – podkreśla raper.

Smektała nie ukrywa jednak, że cały czas ciągnie go do rapu.

– Od czasu do czasu pojawiam się na różnych projektach, ostatnio np. na EP-ce Kościeya nagranej z O.S.T.R.-em, albo u moich ziomków ze składu Rzecz Jasna, których album „Koniec końców” pojawił się w święta – zaznacza Tymon.

Przeczytaj także pierwszy odcinek naszego cyklu o legendach wrocławskiego hip-hopu, którego bohaterem był Jot.