Nie trudno domyślić się, że nazwa ulicy Szewskiej wzięła się od szewców, którzy od XIV wieku zamieszkiwali i pracowali na lewobrzeżnej stronie miasta tak jak rzeźnicy czy piekarze. Ulica skrywa wiele ciekawych miejsc, a każdy kto jest ciekaw jej prawdziwego charakteru powinien poznać jej podwórka. Jedno z nich skrywa „skamieniałe tancerki”. Czy znacie ich historię?

Skamieniałe tancerki to płaskorzeźba, która przedstawia  boga mitologii greckiej Chronosa  i Talię,  obok nich tańczą dziewczęta w tunikach. Chronos utożsamiany był z czasem, był to bóg, który wszystko widzi, ujawnia i wyrównuje. Natomiast Talia to muza komedii i poezji.

Z płaskorzeźbą łączona jest też legenda. Jak podaje K. Kwaśniewski w książce „Legendy i podania wrocławskie i dolnośląskie” pewna uboga wdowa miała dziewięć pięknych córek. Była to pracowita kobieta skłonna do wielu wyrzeczeń, aby zaspokoić potrzeby córek. Dorosłe córki niestety nie pomagały matce lecz skupione były na sielskim życiu przepełnionym przyjemnościami. Uwielbiały tańce, zabawy, spotkania czy spacery z kawalerami. Ich matka tolerowała ich beztroskie usposobienia licząc na to, że dobrze wyjdą za mąż, co zapewni im lepszą przyszłość. Dziewczęta więc żyły rozrywkami i zabawą.

Pewnego razu siostry przekroczyły granicę przyzwoitości, kiedy to chciały iść na tańce w Wielki Piątek. Ich matka stanowczo się sprzeciwiła i chciała, aby ten dzień skupienia i powagi spędziły spokojnie. Oczywiście dziewczynom pomysł ich opiekunki nie spodobał się, co zakończyło się sprzeczką. Rozżalona matka zamknęła na klucz swoje rozbrykane pociechy w ich pokoju. Przez jakiś czas siostry siedziały smutne, ale gdy zbliżała się godzina zabawy zaczęły myśleć jak się wydostać z domu.

Najmłodsza siostra wymyśliła, że można wyjść przez okno, przejść kawałek po gzymsie, a następnie spuścić się po sznurze. Tak też zrobiły. Jednak gdy dziewczęta wydostały się na gzyms domu, powiał lekki wiatr i oto wszystkie, tak jak stały, skamieniały na miejscu. I odtąd stały tam tak długo, jak długo stał ów dom.

Jedna z wersji tej historii mówi o tym, że obok skamieniałych córek, pojawiły się pewnej nocy trzy inne niewiasty oraz dorodny mężczyzna i piękna kobieta. Według niektórych interpretacji  wrocławskich legend do dziewięciu córek wdowy dołączyły nimfy, bóg Chronos oraz muza Talia. Ponoć to właśnie Talia, której siostry imponowały swoimi artystycznymi zdolnościami, namówiła Chronosa oraz trzy nimfy, by wspólnie do nich dołączyć. W ten sposób chciała wynagrodzić występy, którymi za życia napawały uczestników zabaw.

Jak podaje K. Kwaśniewski w swojej książce – podanie odnosiło się do kamienicy mieszczańskiej, która stała przy ulicy Szewskiej 50/51. Ściana tylna, dawniej frontowa tej kamienicy przedstawia (na 2 tablicach) dwanaście tańczących dziewcząt ( co zresztą nie do końca zgadza się z treścią podania, w którym jest mowa o dziewięciu córkach). Płaskorzeźba była zaliczana do szkoły G. Schadowa (1764 – 1850), a wiec była dziełem nowszym. Potwierdza to ogólne mniemanie, że i samo podanie jest jednym z najmłodszych podań wrocławskich (uwzględnionych w książce K. Kwaśniewskiego).