Jesteśmy dopiero w pierwszej fazie operacji Europejska Stolica Kultury. Napisano już o niej wiele z różnych perspektyw. Ja proponuję perspektywę młodej matki, czyli zwykłego mieszkańca z nieco ograniczonym dostępem do kultury, której projekt ESK ma ten dostęp polepszyć.

Zacznijmy od teorii. ESK to projekt unijny realizowany od 1985 roku. Ideą jest wyznaczanie miast, które mają być sercem życia kulturalnego starego kontynentu. Poprzez kulturę i sztukę mają wpływać na jakość życia w miastach i wzmocnić ich poczucie wspólnoty. Mieszkańcy mogą uczestniczyć w działaniach całorocznych i odgrywać większą rolę w rozwoju ich miast i ekspresji kulturowej.

Architektura, film, literatura, muzyka, opera, performance, sztuki wizualne i teatr są to płaszczyzny, którymi Wrocław ma rozbłysnąć w całej Europie. Program jest olbrzymi, może nawet nieco przytłacza. Czytam, przeglądam i wyszukuję i im więcej chcę się dowiedzieć tym mniej wiem.  Całorocznej wizji tej imprezy nie ma co robić – być może nie da się jej zrobić na podstawie dostępnych informacji.

Ciągle jednak zastanawia minie, w jaki sposób oferta ESK jest skierowana dla młodej mamy, której sztuki wizualne są ograniczone do Reksia i innych bajek. W jaki sposób Wrocław zachęci starszego pana żyjącego na osiedlu Na Ostatnim Groszu, aby pojechał do centrum i „liznął trochę kultury”? Czym w 2016 roku urzeknie Wrocław starszego artystę z Podkarpacia, który przyjedzie odwiedzić wnuki? Czy ta oferta zachęci, sprowokuje? Mam nadzieję że tak. Kulturalna polonistka z nowoczesnego liceum „wywęszy” kulturę nawet na wrocławskim trójkącie, kreatywny project manager sam wymyśli co ma być kulturą.

Czy Wrocław będzie w tym roku przestrzenią dla wszystkich mieszkańców i przyjezdnych? Mam nadzieję że tak! Na początek kilka dowodów tej nadziei:

Całkiem ciekawym pomysłem wydaje się  „Wrocław. Wejście od podwórza.” Artyści aktywiści wkraczają w szare podwórza i realizują tam swoje pomysły. Szeroko rozumiana kultura sama przychodzi do nas. To mi się podoba. A projekt zgodnie z ideą ESK wpływa na jakość życia w miastach i wzmacnia ich poczucie wspólnoty. Projekty „Kamienica” Jaceka Zachodnego (ul. Hubska 58), „Ziggurat” Dominiki Sobolewskiej (podwórko ul. Ślężna 176 / Weigla) czy „Kolekcja” Kamila Szejnochy (podwórko między ulicą Zgodną, a placem Zgody) na pewno aktywują innych, oby na długo. Teraz czekamy na tegoroczne projekty!

Jest jeszcze jeden projekt wrzucony do programu ESK – Głos Wykluczonych, tylko jest mi trudno powiedzieć kiedy i gdzie możemy zobaczyć „łączenie grup wykluczonych społecznie z artystami profesjonalnymi i tworzenie wspólnych spektakli teatralno- muzycznych”. W sieci póki co o tym cisza.

Chciałabym żeby moją nadzieją na ESK były też takie wydarzenia jak czerwcowy koncert Gilmoura, ale to płatne wydarzenie, więc trudno mówić o upowszechnianiu kultury, szczególnie kiedy spojrzymy jakie ceny za bilet trzeba płacić u internetowych „koników” (bilety błyskawicznie trafiły do „drugiego obiegu”).

Trzymam kciuki, aby te realizacje nie były jak wypiekanie chleba. Gdzie artyści będą piekarzami a ich projekty nie będą jak pieczywo, które z czasem czerstwieje…

W kolejnych odcinkach postaram się przyjrzeć kolejnym wymiarom wrocławskiego przewodnictwa w europejskiej kulturze. Sprawdzimy co czeka nas w muzyce, filmie czy nawet architekturze i czy ESK faktycznie spełnia swoje założenia.

Na koniec kilka słodko gorzkich liczb ESK.

JJ