Biały Dunajec. Malownicza miejscowość usadowiła się nad dwoma brzegami rzeki o tej samej nazwie, na Podhalu, u samego podnóża gór. Położona tylko 10 kilometrów od tłocznego i turystycznego centrum Tatr Zakopanego, sama pod względem administracyjnym jest wsią, siedzibą gminy, która liczyła sobie w 2014 roku raptem 7096 mieszkańców. Wyobraźmy sobie teraz, że co roku na dwa tygodnie do tej miejscowości przyjeżdża 700 osób. I tak już od 33 lat!

BD cała grupa

,,Czy znajdziesz parę chwil
bym opowiedział Ci
gdzie serce woła mnie,
Gdzieś na skraju Tatr
pewne miejsce znam
posłuchaj więc…”

Wszyscy studenci, którzy choć raz byli tutaj na obozie, znają słowa tej piosenki. Jej melodia niesie się razem z szumem rzeki Białego Dunajca, który przez dwa tygodnie w roku zagłusza inny szum: rozmów i spotkań młodych ludzi. Mieszkańcy są już przyzwyczajeni do tego, że przez pierwszą połowę września ich mała wioska tętni akademickim życiem. Studenci i maturzyści nie mogą narzekać ani na widoki ani na nudę. Po wyjściu z góralskich chat, w których mieszkają, wszędzie dookoła otaczają ich góry. Wiele spośród szczytów, które mogą stąd wypatrzyć, zdobędą w najbliższych dniach, a w dni wolne od wyjść na szlak lub po powrocie z tras czas będzie im mijał na posiłkach, zawodach sportowych i imprezach… po Mszach Świętych.

Jak to się dzieje, że spotykają się tutaj na największym (około 700 osób), najstarszym (33. edycja) i najtańszym (z noclegiem, wyżywieniem i ubezpieczeniem – 399 złotych) obozie adaptacyjnym? Wyjazd organizują studenci – sami zajmują się zakwaterowaniem (każde duszpasterstwo mieszka w osobnej chacie), gotowaniem i organizacją górskich wędrówek. Każda chata ma swojego szefa, ma też swoich kuchennych, którzy szykują posiłki, kulturalnych, którzy planują imprezy oraz turystycznych, którzy prowadzą małe grupy na szlakach. Mimo że z Wrocławia jest tutaj ponad 350 kilometrów wyjazd na Biały Dunajec to najkrótsza droga, aby poznać środowisko studentów z Wrocławia. 

BD smreczyński

Duszpasterstwa akademickie – a co to takiego?

Antoni, Dach, Dominik, Horeb, Karmel, Maciejówka, Most, Porcjunkula, Przystań, Redemptor, Stygmatyk, Wawrzyny. To pełna lista duszpasterstw akademickich z całego Wrocławia, które od lat organizują wspólnie obóz w Białym Dunajcu. W tym licznym gronie są również Góra św. Anny i Xaverianum z Opola.

Tymczasem chociaż Wrocław – ze swoją specyficzną atmosferą i 120 tysiącami żaków – jest miastem typowo studenckim, wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że coś takiego, jak duszpasterstwa akademickie istnieje, ani tym bardziej nie wie, z czym je kojarzyć. 

BD ludzie

Ula – tegoroczna uczestniczka – przyjechała na Biały Dunajec za namową… swojej mamy, która sama była kiedyś na obozie. Świeżo upieczona maturzystka, która już niedługo zacznie studiować architekturę, wiedziała o duszpasterstwach, ale nie bardzo – jak do nich dołączyć i poznać ludzi. Magda od urodzenia mieszka we Wrocławiu, tutaj chodziła do liceum. Ona jeszcze podczas nauki w ,,ogólniaku” o tym obozie nie słyszała.

– Dowiedziałam się o nim jako maturzystka. Razem z Zuzą, moja siostrą bliźniaczką, pierwszy raz byłyśmy na obozie dopiero po pierwszym roku studiów – mówi Magda.

Teraz rodzeństwo jest na Białym Dunajcu… we trójkę. Bliźniaczki są na wyjeździe drugi raz, a do pierwszego przyjazdu na obóz zachęciły młodszą siostrę. Jest uczestnikiem, starsze siostry – członkami kadry. Magda odpowiada w chacie za sprawy finansowe i organizacyjne, Zuza zajmuje się integracją i zabawami.

To jedna z niepisanych reguł tego wyjazdu: osoby, który przyjeżdżają na obóz pierwszy raz jako uczestnicy, mogą poznać starszych kolegów – studentów, z którymi spotkają się potem w korytarzach, kuchniach i kościołach duszpasterstw w trakcie roku akademickiego. W tym czasie niektórzy tak mocno angażują się w życie wspólnot, że przyjeżdżają kolejny raz na Biały Dunajec, ale już jako członkowie kadry. Teraz to oni będą wprowadzać do akademickiego świata następne osoby.

Po Mszy piwo u Furtoka

W chacie duszpasterstwa ,,Maciejówka” mieszka około 50 osób. Połowę tworzy kadra, drugą połowę uczestnicy. Dla osoby, która przyjeżdża z zewnątrz, ta granica po kilku dniach obozu się zaciera i ledwo można ją zauważyć. Jedną z takich nowych twarzy w chacie jest Patrycja. Czego spodziewała się, przyjeżdżając tutaj? Jaka sama przyznaje, nastawiała się raczej na to, że obóz będzie czymś ,,bliżej rekolekcji”, wypełnionym modlitwą, nabożeństwami i duchową nauką.

– Tymczasem moje pierwsze wrażenie jest takie, że jest to przede wszystkim wyjazd ,,bliżej człowieka”. Przez te dwa tygodnie możemy się dobrze poznać, zintegrować. To, że obóz jest tak długi i trwa dwa tygodnie na pewno jest jego zaletą.

Magdzie podoba się, że wszystko jest przemyślane. Członkowie kadry dzielą pokoje z nowymi, przy zakwaterowaniu bierze się pod uwagę podobny kierunek (przyszłych) studiów i uczelnie. Marta, studentka resocjalizacji na UWr, która w duszpasterstwie jest już rok, mieszka z Kasią, która jest na pedagogice. Ci, którzy dopiero rozpoczynają naukę lub są na początku studiów, mogą więc szybko znaleźć język z kolegami ze starszych lat, wypytać o uczelnię, zajęcia, wykładowców.

BD widok gór

Z drugiej strony w tak dużym gronie ludzie różnią się między sobą. Czasu wolnego nie jest dużo i może dlatego nie jest regulowany jak w zegarku. Jedni wolą wykorzystać go na rozmowy przy grach planszowych i pozostać w chacie, inni – na rozmowy przy piwie u Furtoka. Dla tych, którzy przyjeżdżają na Biały Dunajec wizyta w najpopularniejszej karczmie to obowiązkowy punkt w czasie obozu. Odwiedzają ją kilka razy w tygodniu, poza sobotą, bo w ten dzień zazwyczaj odbywają się tu góralskie wesela w góralskich strojach. W pozostałe dni większość miejsc zajmują studenci, którzy schodzą się do gwarnego lokalu ze swoich chat. Przy stolikach i w długiej kolejce do baru rozmawiają o wrażeniach z całego dnia i naradzają, co zamówić: piwo albo gorącą czekoladę, pizzę dla kilku osób czy tylko porcję szarlotki z lodami.

Wieczory nie są długie – kolejnego dnia wcześnie rano na obozowiczów będzie czekał bus, który zawiezie poszczególne grupy na trasy. Szarlotka nie smakuje przecież nigdzie tak, jak w schronisku w górach.

BD na szlaku

Pozytywne…. zmęczenie. Po co te wyjścia w góry?

Czy widzieliście kiedyś widok Doliny Pięciu Stawów z Zawratu, wdrapaliście z mozołem na Rysy albo poczuliście podmuchy halnego na Czerwonych Wierchach? Grzesiu, jeden z turystycznych, prosi też, aby dopisać do tej listy Dolinę Jaworzynki o wschodzie słońca, w ciszy, przykryta zasłoną opadającej mgły. Idziesz granią. Patrzysz na lewo: kompletne ,,mleko”, nic nie widać. Patrzysz na prawo i odsłaniają się przed Tobą Tatry Wysokie. Niesamowity widok!

Nie ma co ukrywać – wiele osób oprócz spotkania z drugim człowiekiem i Bogiem, przyciągają tutaj pocztówkowe krajobrazy, możliwość zaczerpnięcia tatrzańskiego powietrza, zdobywanie kolejnych górskich szczytów. Przez 15 dni trwania tegorocznego obozu, grupy wychodzą na szlaki 9 razy. Magda zachwyca się Tatrami, co widać na jej zdjęciach. Przyznaje jednak, że gdyby nie wyjazd, sama raczej nie odważyłaby się na równie częste i ambitne wędrówki. Niektóre osoby są po raz pierwszy w tak wysokich górach.

Czy powinny mieć powody do obaw? W tak dużej chacie jak ,,Maciejówka” turystycznych jest ośmiu. Oznacza to, że danego dnia uczestnicy mogą wybrać nawet osiem różniących się pod względem trudności tras – od spacerów po Dolinie Kościeliskiej, Chochołowskiej i mniejszych wzniesieniach przez Czerwone Wierchy i Giewont po te najtrudniejsze. Na szlaki zapisują się odrębnie każdego dnia – po kilku łagodniejszych trasach mogą dojść do wniosku, że mają siły, by ruszyć w wyższe partie. Ci, którzy są zmęczeni, mogą wybrać się do Zakopanego, zdecydować na łatwiejsze szlaki albo zostać w chacie i pomóc w gotowaniu jako wachta kuchenna.

BD widok gór 2

Ze względów bezpieczeństwa na każdego turystycznego, niezależnie od poziomu trudności trasy, nie przypada więcej niż 9 osób. Słynną i szalenie trudną Orlą Perć tylko w  trójkę zdobywali Joachim, Grzesiu i Mateusz. O godzinie 5.05 byli już na szlaku.

– Chcemy, aby każdy wiedział na co się ,,pisze”. Kiedy zapowiadamy wyjścia w góry, otwarcie mówimy, czego się spodziewać, jaki jest poziom trudności w skali 1-6 – mówi Joachim, student wychowania fizycznego. – Nie każdy, kto chodził do tej pory na Nosal (1206  m. n.p.m.), pójdzie na Rysy. Kluczowa sprawa to realistyczne planowanie tras. Dbamy o to, aby był zapas czasu, uwzględniamy dłuższe przerwy, odpoczynek w schronisku.

– Nie musimy mieć takiej wiedzy, jak przewodnicy tatrzańscy. Ale musimy znać się na mapach i mieć na tyle dobrą kondycję, żeby móc całą swoją uwagę poświęcić innym, a nie skupiać na sobie – zastrzega Grzesiu.

Osobne zapisy na każdy dzień i małe grupy mają więc jeszcze jedną zaletę – można się lepiej poznać.

– W górach jesteśmy razem cały dzień. Wyruszamy czasem nawet przed 7.00, wracamy zazwyczaj na 16.00-17.00 na obiad. W górach robimy sobie posiłki, rozmowa przychodzi naturalnie, poza tym każdego dnia skład wycieczki jest inny – opowiada Zuzia, również turystyczna. Na nową trasę wybieramy się zazwyczaj z jeszcze innymi osobami niż tymi, z którymi zdobywaliśmy góry poprzedniego dnia. Wypady w Tatry pomagają poznać więc nie tylko granice swoich możliwości, ale także inne osoby.

– Okazuje się, że nawet w niewielkiej grupie każdy ma inną kondycję i tempo. Ktoś jest w gorszej formie, idzie nieco wolniej od pozostałych i trzeba się do niego dostosować. Zwracanie uwagi na takie drobiazgi ma ogromne znaczenie – zauważa Patrycja.

BD kozice

W takich sytuacjach główną rolę odgrywają turystyczni, którzy czuwają nad wszystkimi członkami swojej grupy i mają za zadanie przeprowadzić ich bezpiecznie przez trasy. Jeszcze przed rozpoczęciem obozu biorą udział w specjalnym 2-3 dniowym szkoleniu. Również w tym roku z ratownikami Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego mieli zajęcia z pierwszej pomocy, a pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego oprowadzili ich po trasie z Kuźnic i Hali Gąsienicowej na przełęcz Karb.

Dzięki temu nie tylko wiedzą, jakie zagrożenia mogą ich spotkać na szlaku, ale potem, kiedy sami prowadzą swoje grupy po górach, mogą o nich opowiedzieć, zaciekawić. Każdy, kto był chociaż raz nad Stawem Smreczyńskim, nie zapomni tego widoku. Nie wszyscy natomiast wiedzą, że jego nazwa wzięła się od smreku, czyli świerku, drzewa, które otoczyło taflę tego bajecznego stawu. Czy wiedzieliśmy, że określenia Hala Gąsienicowa, Czarny Staw Gąsienicowy i podobne powstały ze względu na … nazwisko Gąsienica, bardzo popularne w Zakopanem?

— Podczas wyjazdów z rodzicami nauczyłam się nazw, dolin i szczytów. Teraz mogę pokazać je innym, zatrzymać się, opowiedzieć, jakie mam stąd doświadczenia. Co zapamiętam z tego wyjazdu? Na pewno wejście na Zawrat od trudniejszej strony z Hali Gasięnicowej  i po łańcuchach. ,,Myślałam, że nie dam sobie rady, a się udało”, ,,Z Tobą przejdziemy wszystko”. Kiedy słyszy się takie słowa, są największą motywacją. To napędza i sprawia radość – kończy z uśmiechem Zuzia.

BD tabliczka

W tym roku obóz powoli dobiega końca. Dzisiaj, w niedzielę studenci toczą zaciętą rywalizację w turnieju siatkówki. W poniedziałek czeka ich ostatnie dłuższe wyjście w góry, a w środę – powrót do Wrocławia i domów.

Uczniowie, którzy rozpoczęli właśnie klasę maturalną, mogą zapamiętać, że zapisy na Obóz w Białym Dunajcu ruszą znów w pierwszy dzień lata 22 czerwca. Ci, którzy już studiują we Wrocławiu i Opolu, ale do tej pory nie zadomowili się w akademickich wspólnotach, również mogą snuć plany o wrześniu w Tatrach albo… nie czekać do przyszłego roku i już teraz poznać duszpasterstwa. Poniżej sprawdzicie, jak do nich trafić.

Duszpasterstwa akademickie we Wrocławiu

 

 

Maciej Leśnik