Dzięki jej pasji w Wielkiej Brytanii powstał wstrząsający raport o Śląsku jako o krainie umierających pałaców. Baronówna Elisabeth von Küster przejęła zrujnowany pałac w Łomnicy. Dziś warto go odwiedzić, by poczuć dumę z bycia Dolnoślązakiem.

Oglądając dziś pałac w Łomnicy, można się przekonać, że Dolny Śląsk już przed wiekami był rozpoznawalną marką. Fryderyk II, król pruski, stoczył aż trzy wojny śląskie, by zdobyć Śląsk w XVIII wieku. Po zdobyciu Śląska Prusy, które dotąd były państewkiem, urosły w potęgę. A gdy tą potęgą już były, w XIX wieku, pruska arystokracja odkryła Karkonosze i przeobraziła leżącą u ich stóp Kotlinę Jeleniogórską w ogromny, romantyczny ogród.

Nie jest ani celebrytką, ani aniołem

Łomnicki pałac, mieszczący muzeum wraz z obiektami towarzyszącymi, m.in. dwiema restauracjami i folwarkiem (turyści mogą zobaczyć w nim nawet żywe zwierzęta hodowlane), prowadzony przez niemiecką baronównę, jest częścią tego niezwykłego świata.

Baronówna Elisabeth von Küster jest bożyszczem niemieckich wycieczek: każdy chce zrobić sobie z nią zdjęcie, porozmawiać, pochwalić się, czasami opowiedzieć swoją historię. Trzeba cierpliwości anioła lub natury celebryty, żeby te wszystkie przejawy zainteresowania unieść. Baronówna Elisabeth nie jest ani celebrytką, ani aniołem. Gdy trzeba, ubiera rękawiczki i plewi klomby lub siada na ciągnik.

– Arystokratyczne tytuły nic już w Niemczech nie znaczą – mówi. Tu się myli. Owszem, szlachta nie ma już praw jak dawniej, ale pochodzenie ma wciąż duże znaczenie towarzyskie i marketingowe. Jest zatem przepustką na salony, w których często zasiadają ludzie bardzo możni i wpływowi.

Fot. Marek Perzyński

Była ruina, jest perła

Elisabeth von Küster przejęła pałac w Łomnicy zrujnowany (po II wojnie światowej była w nim szkoła; potem został opuszczony, gdyż zawalił się dach). Z czasem udało jej się kupić folwark, który wraz z pałacem tworzył pierwotnie integralną całość (tzw. dominium). Nie była z tymi dobrami związana rodzinnie. To wszystko do końca II wojny światowej należało do rodziny jej męża – prawnika, wiceprezesa sądu w Görlitz. Gdy przyjechała do Polski, w ogóle nie znała naszego języka. Dziś posługuje się nim wybornie, a jej kompetencje językowe są tak duże, że uczyć mogliby się od niej profesorowie polonistyki, gdyby lepiej radziła sobie z rodzajnikami.

W pałacu prezentowana jest wystawa o Karkonoszach i arystokracji, która stworzyła u ich podnóża namiastkę raju. Prekursorami byli hrabiowie von Reden z Bukowca, którzy nieco naturę „poprawili”. Wokół pałacu powstały romantyczne zakątki, m.in. wieża widokowa przypominająca wieże gotyckich zamków. W pobliskich Mysłakowicach lato spędzała rodzina królewska, a do Karpnik ściągała rodzina książęca. Rezydencji w okolicy powstało w sumie około 100. Tworzą słynną dziś Dolinę Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej. Pałac w Łomnicy jest jej ważną częścią.

Fot. Marek Perzyński

Kultowe góry nie tylko dla arystokracji

Królami okolicy byli jednak hrabiowie Schaffgotsch z Cieplic-Zdroju. Należały do nich m.in. uzdrowiska Cieplice i Świeradów oraz pół Śnieżki. Ta majestatyczna góra, zwana górą mgieł i wiatrów, do dziś jest natchnieniem poetów i malarzy. Karkonosze w niemieckiej kulturze zajęły miejsce, jakie w polskiej mają Tatry. Są górami niemal kultowymi.

Niestety, krajobraz będący wielką wartością i kapitałem regionu jest u podnóża Karkonoszy rozmieniany na drobne. Na przykład w Piechowicach zbudowano fabrykę w kształcie klocka, który ma wściekle niebieski kolor i psuje widok na zamek Chojnik tak bardzo, że esteci z obrzydzeniem odwracają głowy.

W Mysłakowicach tkalnię mechaniczną, wpisaną do rejestru zabytków, kupiła pewna firma po to, by… pozyskać z niej złom. Obiekt był już w połowie zburzony, gdy wszczęto alarm – uczyniła to Elisabeth von Küster. To w dużej mierze dzięki jej pasji powstał w Wielkiej Brytanii wstrząsający raport o Śląsku jako o krainie umierających pałaców.

Książę Karol, syn królowej brytyjskiej, był tak zdruzgotany tym, co w nim przeczytał, że postanowił uratować choć jeden z nich. Nie udało się. Trudno. Smutne jest jednak naprawdę to, że lokalna prasa zachłysnęła się księciem Karolem, a nie zwróciła uwagi na przesłanki, którymi się kierował. Nie zmienia to faktu, że baronówna z Łomnicy ma doskonałe kontakty i nie waha się ich użyć w obronie wartości kulturowych. Stała się ich strażniczką: walczy m.in., by zachować walory parków przypałacowych. Część z nich to przecież pomniki historii wpisane na listę prezydenta RP.

SONY DSC

Buncloki, len i miód

Wizyta w łomnickim pałacu jest jak podróż w czasie. W sklepie w folwarku oferują m.in. wyroby z lnu, buncloki (w gwarze górnośląskiej określenie ceramiki bolesławieckiej), zabawki z drewna, miód z Borów Dolnośląskich. Zwłaszcza ceramika bolesławiecka to marka rozpoznawalna, jednoznacznie kojarząca się z Dolnym Śląskiem.

Niewielu zaś pamięta, że Dolny Śląsk był potęgą w handlu wyrobami lniarskimi. Rynki w Jeleniej Górze, Kamiennej Górze i Chełmsku Śląskim mają podcienia dlatego, że handlowano w nim właśnie lnem. Nazywany był „śląskim złotem”.

Dla Elisabeth von Küster Polska stała się drugą ojczyzną. Dożynki we dworze organizowane w pałacu Łomnica dowodzą, że kultury polska i niemiecka doskonale się ze sobą czują. Polacy i Niemcy mają ze sobą więcej wspólnego, niż się często zdaje.

 

MAREK PERZYŃSKI