FreshMail.pl

Co z tą stolicą?

620
0
Podziel się:

Weekend przypadający na dni 15-17 stycznia był szczególnym czasem dla Wrocławia. W tych dniach nastąpiło huczne rozpoczęcie obchodów Europejskiej Stolicy Kultury, wydarzenia, na które czekaliśmy prawie pięć lat. Tym tytułem będziemy się szczycić wraz z baskijskim San Sebastian przez najbliższy rok.

Wspominany weekend był wyczekiwany z mieszaniną ekscytacji i niepokoju nie tylko przez mieszkańców, przyzwyczajonych głównie do roli obserwatorów pełnych rozmachu wydarzeń otwierających, ale i organizatorów. W końcu od dnia 21 czerwca 2011 roku, kiedy ówczesny minister kultury i były prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski ogłosił wybór laureata obchodów zaszczytnego miana, wokół sprawy narosło nieco kontrowersji. Zrozumiałe emocje pojawiły się wśród przedstawicieli pozostałych miast kandydujących, zwłaszcza Katowic i Lublina, których aplikacje w przedwyborczej „giełdzie” oceniane były bardzo dobrze, wcale nie gorzej niż wrocławska. Jak się okazało, polemiki związane z perturbacjami organizacyjnymi, a nawet konflikty personalne nie cichły też w latach kolejnych. Dzisiaj, gdy karty zostały już wyłożone na stół, program całorocznych obchodów ESK został ogłoszony i jesteśmy po otwarciu, możemy spróbować się zastanowić nad potencjalnym znaczeniem wydarzenia dla nas samych.

Przedtem jednak przypomnijmy wydarzenia, jakie spowodowały otrzymanie przez Wrocław tytułu.

Tak było

Historia Europejskiej Stolicy Kultury sięga roku 1985, kiedy to minister kultury Grecji, była aktorka Melina Mercouri wraz ze swoim francuskim odpowiednikiem urzędowym Jackiem Langem powzięli ideę nadawania rokrocznie jednemu miastu owego miana w celu „zbliżenia Europejczyków” poprzez skupienie uwagi na bogactwie i zróżnicowaniu kontynentalnych kultur. Jednocześnie akcja wskazywać miała na wspólne wartości i powiązania historyczne. Przyznanie tytułu ESK miało być z jednej strony nobilitacją, a z drugiej swojego rodzaju wyzwaniem stawianym szeroko rozumianej społeczności danego miasta – mieszkańcom, organizacjom społecznym, instytucjom i władzom – do podjęcia planowych działań, które wygenerowałyby znaczące kulturowe, społeczne i ekonomiczne benefity. Miały one pozwolić na podniesienie rangi i międzynarodowej rozpoznawalności danego miasta. Celem stojącym u założeń ESK był więc szeroko rozumiany rozwój i rewitalizacja, nie tyle w znaczeniu urbanistycznym, co społecznym, której nośnikiem powinny być wartości kulturowe. Choć początkowe mianem Europejskiej Stolicy Kultury mieniły się takie miasta jak Ateny, a w latach kolejnych: Florencja, Amsterdam, Berlin czy Paryż, z czasem zaczęto stawiać na mniej oczywiste wybory – miejscowości, które nie są od wieków ważnymi ośrodkami kulturalnym, jak wymienione powyżej, z bogatą ofertą kulturalną. Skupiano się na mniejszych ośrodkach miejskich, często walczących z symptomami pewnej degradacji ekonomicznej i społecznej. Notabene, do roku 1999 każdego roku mieliśmy tylko jedną stolicę kultury, natomiast w roku 2000 aż dziewięć, w tym Kraków. Od tego czasu corocznie tytuł ten przyznawany jest dwóm miastom z różnych europejskich krajów.

Fot. Paulina Szuta

Miasta-laureaci w różny sposób wykorzystywały otrzymaną szansę; były przypadki sukcesów, nie zabrakło spektakularnych porażek. Od początku też pojawiały się krytyczne głosy co do samej idei ESK wynikające chociażby ze zbyt ogólnie sformułowanego celu całego przedsięwzięcia – wytyczne, jak przedstawiane powinny być długoterminowe rezultaty działań ESK, nie są wskazane precyzyjnie, zakładają dużą dowolność w formułowaniu ich przez miasta kandydujące, co jednak wynika ze zróżnicowanych uwarunkowań lokalnych danego ośrodka, jakie należy brać pod uwagę. Brakuje natomiast jasnych mechanizmów sprawozdawczych i kontrolnych. Słowem, choć na realizację działań płyną ogromne środki, trudno potem ewaluować osiągnięte założenia, bowiem w sferze kultury nie ułatwia tego trudność w określeniu mierzalnych wskaźników jakościowych. Nic więc dziwnego, że wieloletnie przygotowania do obchodów i we Wrocławiu bywały przedmiotem kontrowersji.

Zbyt mocni na stolicę

Wątpliwości, o których słuszności trudno teraz rozstrzygać, budził sam wybór miasta do tego miana. W końcu Wrocław ma bogatą ofertę kulturalną i społeczną, jest też dużym centrum gospodarczym, stolicą Dolnego Śląska. Choć, jak większość polskich miast, borykał i boryka się nadal z pewnymi problemami społecznymi, urbanistycznymi i kulturowymi, wynikającymi między innymi z bagażu historycznego (dewastacja w ostatnim okresie II wojny światowej i efekty lat gospodarki PRL-u), to biorąc pod uwagę założenia ESK jako „szansy rozwojowej” oraz mocną aplikację Katowic, pojawiały się głosy sugerujące, że to stolicy Śląska tytuł ten jest „bardziej potrzebny”.

Fot. Miłosz Poloch

Niemniej konkursowa aplikacja Wrocławia opatrzona tytułem „Przestrzenie dla piękna” była niezwykle interesująca. Jej autorem był zespół pod przewodnictwem profesora Adama Chmielewskiego, który postawił sobie ambitne cele. Uzasadniając potrzebę aplikowania, wskazano na dostrzeganą „ucieczkę od obywatelskości i roszczeniowość (mieszkańców – przyp. red.) połączoną z biernością”. Autorzy zwrócili uwagę na to, że podstawowe rezerwy proste będące kapitałem naszego rozwoju zostały w dużej mierze wyczerpane, a więc przejście na kolejny etap musi nastąpić poprzez pobudzanie aktywności społecznej, inicjatyw twórczych, zawodowych i gospodarczych mieszkańców, wzrost aktywnego udziału w kulturze, a w końcu budowanie mocnego kapitału zaufania społecznego. Jednocześnie aplikacja zwracała uwagę na konieczność przeciwstawienia się „instrumentalizacji dóbr kultury i sztuki oraz zaprzęganiu ich w służbę realizacji innych celów, zwłaszcza ekonomicznych”. Krótko mówiąc, autorzy wygranej aplikacji postawili przed miastem ambitny i słuszny cel wzbudzenia oddolnych inicjatyw kulturalnych i społecznych, przeciwdziałania wkluczeniom oraz zwiększenia aktywności mieszkańców. Nacisk położony był na działania lokalne i ich wsparcie, natomiast duże wydarzenia kulturalne miały być tylko kolorowym dodatkiem.

Zmiany

W późniejszych latach, już w trakcie konstytuowania się instytucji odpowiedzialnej za przygotowania i realizację obchodów ESK, zaczęły się dziać rzeczy przez wielu krytykowane. Wskazywano na nie do końca jasne okoliczności, w których autorzy aplikacji zostali odsunięci od realizacji projektu. W 2013 roku ze stanowiska dyrektora artystycznego ustąpił Krzysztof Czyżewski, szef Fundacji „Pogranicze”, którego idea „deep culture” korelowała z wizją „Przestrzeni dla piękna”, czyli zwiększenia zaangażowania mieszkańców w życie społeczne i kulturowe. Jeszcze przed ostatecznym rozstaniem Czyżewskiego z ESK (do połowy 2014 roku był on jednym z dziewięciu kuratorów wydarzenia) dało się zauważyć pewien chaos komunikacyjny i można było się doszukiwać stopniowego odejścia od wizji z aplikacji. W końcu ogłoszono program, w którym dla wielu zbyt dużą rolę odgrywają duże imprezy i rozbudowane wydarzenia, od dawna wpisane w kalendarz wrocławskich imprez kulturalnych, takich jak festiwale filmowe i muzyczne, imprezy niezwykle ważne i potrzebne, ale jednak stawiające na bierne uczestnictwo – oglądactwo widzów. Krytycy zadają pytanie, czy rzeczywiście taki był cel, gdy dokonywano wyboru Wrocławia jako Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Na odpowiedź musimy jeszcze trochę poczekać.

Fot. Marcin Oliva Soto

Wracając do początku opowieści, jesteśmy już po Weekendzie Otwarcia, z głównym punktem w postaci niedzielnego spektaklu „Przebudzenie”, reżyserowanego przez pochodzącego z Wielkiej Brytanii Chrisa Baldwina. Odbywający się na ulicach miasta performance – przejście czterech duchów: Ducha Odbudowy, Powodzi, Czterech Wyznań oraz Innowacji, symbolizujących ważne aspekty historii Wrocławia, zaaranżowane na ogromną skalę, z udziałem setek artystów, muzyków, niezliczoną ilością kostiumów, instalacji multimedialnych, a przede wszystkim, dziesiątek tysięcy Wrocławian, przyjęte zostało z mieszanymi uczuciami. Komentowane były problemy organizacyjne, które spowodowały sięgające ponad godzinę opóźnienia w dotarciu „duchów” do Rynku (tysiące ludzi czekało mimo to przy minusowej temperaturze), chaos organizacyjny oraz małą klarowność samej idei performance’u. Awaria prądu w centrum Wrocławia, spowodowana rzekomo przez… kunę, która przegryzła kable zasilające, dopełniła tylko czary goryczy, a złośliwi powtarzali, że w pochodzie powinien wziąć jeszcze udział „Duch Dynamizmu”, odnosząc się do niegdysiejszych wypowiedzi prezydenta miasta. Organizatorzy musieli sobie zdawać sprawę z takiego odbioru „Przebudzenia”, gdyż za niedogodności przepraszali w mediach zarówno reżyser spektaklu, jak i prezydent miasta, Rafał Dutkiewicz.

Jednak na ulicznym widowisku wydarzenia Weekendu Otwarcia się nie skończyły. Bardzo dobre wrażenie zrobiła gala w Narodowym Forum Muzyki, ze znakomitą oprawą muzyczną Małych Instrumentów – zespołu kompozytora Pawła Romańczuka, wykorzystującego nietypowe instrumentarium złożone często z przedmiotów codziennego użytku. Publiczność zresztą aktywnie brała udział w koncercie, grając na wręczanych jej wcześniej instrumentach muzycznych.

W ramach pierwszego weekendu odbywały się cieszące się zainteresowaniem projekcje filmowe, wernisaże, warsztaty i koncerty. Niestety nie dało się na razie zauważyć większych efektów współpracy z drugą tegoroczną stolicą kultury, być może dlatego, że otwarcie wydarzenia w tym mieście planowane było na 20 stycznia. Brakowało też obecności pozostałych polskich miast rywalizujących o tytuł w 2011 roku, a ich symboliczny udział był wcześniej zapowiadany. Nie zawiedli na pewno wrocławianie, którzy mimo niesprzyjających warunków pogodowych tłumnie pojawili się na ulicach miasta, co świadczy o kapitale zainteresowania wydarzeniami ESK, który można wykorzystać w najbliższej przyszłości.

Wyzwania

Przed organizatorami obchodów Europejskiej Stolicy Kultury stoi nie lada wyzwanie. Jak po kilku latach pełnych niewiadomych i zmian koncepcji sprawić, abyśmy my – mieszkańcy miasta, czuli się aktywnymi i współodpowiedzialnymi „organizatorami” obchodów? Tłumy zgromadzone podczas Weekendu Otwarcia mogą świadczyć o zaufaniu, jakim wrocławianie darzą ideę. To może być zbyt mało, gdy jedynym, czego będzie się od nas oczekiwać, będą oklaski na koncercie Davida Gilmoura. Budujące jest rozwijanie programu „mikroGRANTÓW ESK 2016”, umożliwiających uzyskanie do 5 tys. złotych dofinansowania na działania kulturalne i społeczne. Dla wielu to jednak trochę za mało jak na ideę, u założeń której leżało znaczące zwiększenie aktywności mieszkańców oraz przeciwdziałanie wkluczeniom i interpasywności. Przed nami cały rok obchodów Europejskiej Stolicy Kultury, na całościową ich ocenę będziemy więc mogli pozwolić sobie za dwanaście miesięcy. Osobiście liczę na to, że będzie to rok, w trakcie którego będziemy mogli być dumni z tego, co powstanie z naszym udziałem. Na naszych łamach będziemy na bieżąco odnosić się do działań ESK.

Tekst: Igor Waniurski

Podziel się:
Udostępnienia

Zapisz się na cotygodniowy newsletter

Raz w tygodniu dostaniesz na swoją skrzynkę najlepsze artykuły z serwisu

FreshMail.pl